Jeśli się nie boisz... Zapraszam w środek zimnego ognia.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Misja: "Najlepsi Wrogowie"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Sob Lis 17, 2012 8:47 pm

Czyli jak się dogadać, a nie zabić. Albo alternatywna wersja - jak Anglia nie umie wymyślić twórczej nazwy.

Anglia zapalił papierosa i zakrztusił się dymem w mało profesjonalny sposób. Widząc, że próba przerzucenia swoich nerwów na nałóg nie jest zbyt mądrym pomysłem, zgasił niedopałek butem i westchnął z irytacją. Nie, żeby oczekiwał punktualności po Francji. Oh nie, musiałby być obłożnie chory, albo do cna pijany, żeby podejrzewać go o choć krztę przyzwoitości w kwestii ważnych spotkań. To tak jakby liczyć na to, że przy istotnych rozmowach o ataku na Normandię, nie przyjdzie z różą w zębach i w pewnym momencie nie spróbuje się na ciebie rzucić z rękoma. A jednak potrzebował jego pomocy i niech szlag trafi wszystkie uprzedzenia. Znowu musieli pracować razem. A przynajmniej spróbować to zrobić. W końcu wspólny wróg jednoczył, ktoś mądrze kiedyś zauważył. No i nikogo nie znało się lepiej, jak państwo, z którym przez ostatnie tysiąclecie darło się koty. Wybór był więc oczywisty. Zresztą, Germanie stanowili trochę większy problem, niż jeden napalony francuz. A cel uświęcał środki. Czy coś takiego. Anglia nie pamiętał dobrze, zawsze miał dość wybiórczą pamięć w takich kwestiach. Dość nagle, gdzieś nieopodal niego spadł obszerny kawałek gruzu, który musiał oberwać się z rozsypujących ścian. Cudowne miejsce, doprawdy. Jak dobrze pójdzie, to zabije ich sam budynek, zanim zdążą skoczyć sobie do gardeł. Na swój sposób byłoby to nawet dość ironiczne zakończenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Sob Lis 17, 2012 11:00 pm

Zdziwiła go nieco propozycja Anglika, ten Brytol przecież nigdy nie był chętny żeby się z nim widzieć. Nnawet jeśli chodziło o coś ważnego. Tak więc sprawa musiała być nad wyraz poważna. Czyżby Anglik był aż tak zdesperowany, aby z problemem zwracać się do swego wroga? Francisowi to spotkanie było w prawdzie obojętne, owszem mógł być punktualnie, jednak chęć pokazania Brytyjczykowi że nie zależy mu na nim, zwyciężyła. Kwadrans od oficjalnej daty spotkania, stanął przy rozsypujących się budowlach i zaczął wzrokiem szukać znajomej blond czupryny. Anglik powinien już dawno tu być i z niecierpliwością czekać na niego. I znów zacznie się powtarzać pewien schemat dotyczący ich relacji. Za chwilę usłyszy jakim to nieodpowiedzialnym człowiekiem jest, później będą starali się nawiązać między sobą jakieś przyjazne stosunki, po chwili jednak zaczną się zażarcie się kłócić. Na koniec zaś odejdą źli, że nie udało im się nic załatwić. Francuz sam nie wiedział dlaczego się zgodził, zawsze spotkanie z Arthurem kosztowało go dużo nerwów. A to źle wpływało na jego zdrowie, choć sam niekiedy lubił te kłótnie. Przywoływały one wiele wspomnień. Tak, obydwoje już od czasów najmłodszych nie mogli znieść swojej obecności. Uśmiechnął się pod nosem, niekiedy taka mała wnerwiająca osóbka obok potrafiła dodać życiu wiele kolorów. W okół można było wyczuć dym nikotynowy. Francis nie przepadał za papierosami, źle działały na cerę, a i zęby od od palenia tytoniu żółkły, dlatego sam nigdy nie palił. Zaczął się kręcić wokół opuszczonych i sypiących się murów, aż w końcu jego wzrok natrafił na znajomą sylwetkę.
- Bonjour, Angleterre. Co było takie ważne, że naruszyłeś mój spokój? - oparł się nonszalancko o starą budowlę i umieścił swoje zirytowane spojrzenie w Kirklandzie.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Sob Lis 17, 2012 11:25 pm

Znajomy głos wyrwał Anglię z zamyślenia. Drgnął lekko i przeniósł wzrok zielonych oczu na Francję, który nareszcie łaskawie zjawił się na miejscu. Odpowiedział mu nie mniej zirytowanym spojrzeniem, krzyżując ręce na piersi.
- Nie wiem, może koniec świata? Brzmi adekwatnie? – prychnął w jakże miłej odpowiedzi.
Czy on nawet w obliczu nadchodzącej apokalipsy i kolejnej wojny nie mógł zachowywać się normalnie? Choć, racjonalnie byłoby zapewne odpowiedniejszym słowem. Ta myśl sprawiła, że blondyn znowu zaczął się zastanawiać nad tym, dlaczego był tak bardzo zdesperowany, że zwrócił się właśnie do Francisa. Mógł poprosić każdego o pomoc. Każdego? Czyli kogo? Dobry żart. Gdy praktycznie z każdym krajem tego świata miałeś na pieńku i skutecznie od lat okazywałeś im swoją wyższość, raczej nikt nie witał cię otwartymi ramionami. Nie, żeby Arthurowi to przeszkadzało. Nawykł do samotności, żyjąc w niej przez stulecia. Raczej nazwałby tą sytuację „drażniącą”, szczególnie wtedy, gdy potrzeba było sojuszy. W takich chwilach nie pozostawało mu nic innego, jak liczyć na inteligencję innych (a rzadko kiedy podejrzewał resztę państw o jej przejaw). Czy może raczej świadomość, że współpraca jest nieunikniona. Tak, to sprawdzało się wiele razy.
- Albo raczej Germanie. Chyba, że tęsknisz za powtórką z 1940, wtedy nie będę cię zatrzymywał – uśmiechnął się krzywo.
Tak. Tajemna technika Anglii, którą próbował sobie zjednać sojuszników – ironia. Mało skuteczna, o czym pewnie się już nie raz przekonał, ale z drugiej strony… Po co udawać? Francja znał go dość dobrze, więc raczej kogokolwiek nie próbowałby grać, na nic by się to zdało. Szczerość w tym wypadku była najlepszym wyjściem.
Zaraz, czy ta misja nie miała ocieplić ich stosunków? Tak właśnie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pon Lis 19, 2012 10:38 pm

Wzdrygnął się słysząc ostatnie zdanie z ust Anglika. Wydawało mu się, że ostatnio kontakty z Ludwigiem nieco mu się poprawiły. A poza tym Germanie nie wydawali mu się teraz aż tak niebezpieczni jak na początku, mieszane jednak uczucia budzili w nim Skandynawowie, a konkretniej Svalbard. Był niebezpieczny, Francis bardzo dobrze pamiętał co chłopak potrafił zrobić. W dodatku nie pomagał mu fakt, że Victoria zaczynała się od niego odsuwać, na co wpływ musiał mieć Nordyk. Westchnął, wszystko się ostatnio komplikowało.
- Uwierz, nie tęsknię Angleterre, ale skąd mam wiedzieć, że tym razem jeśli Ci zaufam nie skończę tak jak Polonge? Wtedy mnie wspierałeś… a dzisiaj? Czasy się zmieniły. - przyjrzał mu się uważne. Z Anglika biła teraz niesamowita pewność siebie, co nieco denerwowało Francuza. Bonnefoy był jedną z nielicznych osób, która ceniła w nim ta ironię. Anglik nie był osobą uległą, no chyba, że wiedziało się za jakie sznurki pociągnąć. Stanowił on dla Francisa wyzwanie, które niekiedy podejmował. Im bardziej starał się w stosunku do Kirklanda tym bardziej zostawał odpychany. A co nie działa na człowieka bardziej niż porażka?
- I dlaczego chciałeś akurat mnie? Czyżbyś tęsknił za starszym braciszkiem, cheri? – uśmiechnął się czarująco.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pon Lis 19, 2012 11:28 pm

Anglia wykonał gest ręką, jakby odganiał od siebie natrętnego owada. Miał on wyrazić coś na kształt dezaprobaty, albo zniecierpliwienia. Przy Francji wyspiarskie państwo nigdy nie kryło się, ze swoimi odczuciami. Fakt, nie dawało się poznać od każdej strony – bo Arthur był osobą zwyczajnie zamkniętą i chłodną na zewnątrz, jednak nie przybierał także sztucznej maski dżentelmena, zamykając się szczelnie w wąskich granicach etykiety i kultury. Był nieco bardziej naturalny, a to był już pewnego rodzaju sukces.
- Prędzej czy później nie będziesz miał wyboru – stwierdził po prostu, jakby przedstawiał mu oczywistość.
Choć może to znowu nie było najlepsze podejście. Anglia westchnął, nigdy nie był dobry w dyplomacji. Dlatego żył w odosobnieniu i pewnego rodzaju izolacji. Nawet należąc do tamtego sztucznego tworu w postaci Unii Europejskiej, ani trochę nie interesował się resztą i dbał o własny interes. Czasami zdawało się, że odbija to się na jego osobie, ale potem i tak wychodził na swoje. Miał więcej szczęścia niż sympatii, ale to też się liczyło. Odkaszlnął.
- Wtedy wyszedłeś na tym dobrze, a teraz? Z kim zamierzasz wejść w sojusze? – spytał powątpiewająco. – Rosją? Komunizm ostatnio jak sprawdzałem cię nie kręcił.
Odwrócił wzrok i rozejrzał się, jakby sprawdzając, czy ktoś nie próbuje ich podsłuchać. W życiu nic nigdy nie było pewne. Szczególnie, gdy sytuacja była aż tak napięta. A ściany miały uszy – mądre powiedzenie.
- Nie, żebym nie dawał ci wyboru. Proponuję… Układ – stwierdził z pewnym zamyśleniem, wracając spojrzeniem zielonych oczu do blondyna.
Co właściwie miał przez to na myśli?
- Tch, proszę – mruknął. – Mogę jeszcze iść do… Ameryki? Oh tak, na pewno się ucieszy. Poza tym, ty możesz się na coś przydać, o reszcie nie zawsze mogę tak powiedzieć. Możesz czuć się wyróżniony, ale nie dopowiadaj sobie nic ponad to – zmierzył go chłodnym wzrokiem.
Tak, nic więcej nie kryło się za jego słowami. Mógł to udowodnić tu i teraz, ze stuprocentową pewnością i niezachwianą postawą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Nie Lis 25, 2012 3:29 am

Zaśmiał się kpiąco. Och, mały, nieporadny Arthur. Jego słowa były tak niedorzeczne i śmieszne. Może wreszcie trzeba by wyprowadzić starego wroga z błędu?
- Prędzej czy później. Mam trochę czasu i mogę się lepiej temu przypatrzeć. W ogóle mógłbyś powiedzieć mi na ten temat więcej, nie uważasz? Takie proste ,,Germanie coś knują'' nie jest w stanie mnie przekonać, gdyż ostatnio zachowują się nad wyraz spokojnie. - mruknął na chwilę spuszczając z niego wzrok. Jak Anglik mógł sądzić, że wystarczy powiedzieć coś złego na Ludwiga, a on jak pies poleci do niego bez potwierdzenia tego i zacznie walczyć po jego stronie? To wszystko było dla Francuza niepojęte. Znali się tak długo, widocznie za mało aby dość do pewnych wniosków. Westchnął.
- Jestem dość silnym sojusznikiem nie sadzisz? Mam jako takie wpływy, które mogłyby Ci zaszkodzić, a gdybym tak był w drużynie przeciwnej, mon petit? Cóż byś zrobił beze mnie? - nachylił się nad nim i z rozbawieniem spojrzał w szmaragdowe oczy.
- Układ? A na czymże on miałby polegać? Braciszek może dostać lepsze oferty~ - zaraz jednak parsknął śmiechem słysząc o wspaniałym sojuszniku, jakim to był Alfred .
- A co jeśli powtórzy się to co kiedyś? Jeśli nasz słodki Amerique uzna, że lepiej będzie mu bez Ciebie i w najważniejszym momencie podziękuje za współpracę? To nieodpowiedzialny i niewdzięczny chłopak, ale ma w sobie coś i mimo iż ma teraz dość wysoką pozycje i mógłby się przydać, nie do końca mamy zagwarantowane, że nie zostawi nas w pewnym momencie na lodzie. - westchnął i przeczesał ręką swoje włosy.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pon Lis 26, 2012 12:13 am

Levi przechadzała się między kamienicami. Znowu w postaci człowieka. Wyglądała jak mała dziewczynka która zgubiła drogę do domu. Długa, prosta grzywka zasłaniała jej czarne oczy. A biała peleryna była rozwiana przez wiatr. Kilka osób ja zaczepiło, przez co oberwało w twarz i leżą gdzieś nieprzytomni, ale żyją. Miała ochotę na większą rozróbę. Było już ciemno, a to najlepsza pora na cudze spotkania. Nagle znalazła swój cel. Dwaj mężczyźni którzy rozmawiali, zapewne o czymś ważnym. Jak im przeszkodzić. Rozpłakać się i udać, ze się zgubiło? Nie... Nie chce im przerywać. Chyba żaden z nich nie był po stronie Mephisto, więc mogła sobie pozwolić na masakrę. Przez chwile stała kilka metrów od nich i patrzała na nich, aż w końcu rozpłynęła się w powietrzu. Którego by tu wybrać?... Może tego. Jako chłodny wietrzyk rozwiała włosy Francji. Tak, dobry cel. Wniknęła do jego głowy chcąc sprawdzić co może namącić. Ameryka? Któż to? Przewertowała jego umysł, jak wielką księgę. Znalazła. Alfred F. Jones. Szepnęła mu w myślach:
-Przecież to właśnie on kiedyś zabrał ci to państwo z przed nosa. Ameryka mógł być twój. Mogło to się potoczyć inaczej, a ty o tym wiesz. Jego tereny mogły teraz należeć do ciebie. A co z Victorią. Też chciał ci ją odebrać. Właśnie co się z nią dzieje teraz? Jest po stronie Rosji i Chin. A prawdopodobnie właśnie w tym momencie celuje bronią - którą dostała Anglii - w tył głowy Ameryki. Czemu? Bo ma broń. Właśnie przez ten pistolet może stać się morderczynią.
Ukazała przed oczami Francji właśnie ta wizje. Jak siedzą w spelunie i jak celuj o siebie. Zaraz obraz się rozmył. Na jego miejscu stanęła teraz stara zdrada Anglii.
-Wiesz czemu wybrał ciebie? Bo jesteś silny. Kiedy tylko mu uwierzysz zostawi cię. Myślisz, że czemu akurat z tobą rozmawia? Bo cię nienawidzi~ -ostanie zdanie odbiło się echem po głowie Francji.
Powrót do góry Go down
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Wto Lis 27, 2012 11:09 pm

Śmiech Francisa zirytował go. Czy ten idiota nie rozumiał powagi sytuacji? Oh, ale przecież zawsze tak było. No prawie, drugą wojnę światową oddać trzeba było na jego korzyść, ale to tylko dlatego, że rząd Wielkiej Brytanii był zbyt uległy (na co nie miał wpływu), a sam Francja wybitnie gnębił Trzecią Rzeszę, mógł się więc obawiać odwetu. Teraz zaś udawali najlepszym przyjaciół. Pewnie uśmiechnąłby się ironicznie do własnych myśli, gdyby nie to, że miał przed sobą to blond oblicze, które najchętniej obiłby w wolnej chwili. Dla zasady.
- Nie powiedziałem tak – zauważył, mrużąc oczy. – Na razie powiedziałem tylko „Germanie”, ale skoro podświadomie wiesz o co chodzi…
Przewrócił oczyma, teraz to on się roześmiał. Krótko i chłodno, mierząc spojrzeniem zielonych oczu całą sylwetkę zażartego wroga. Zaczął się zastanawiać, w jakim stanie był, kiedyś myślał, że może mu cokolwiek uświadomić. Jak na razie wszystko to sprowadzało się do punktu wyjścia. A kto wie, może jeszcze zdążą się tu pozabijać. Niemcy się pewnie ucieszy. Jak i pół globu.
- Wpływy, które mogą mi zaszkodzić? – był rozbawiony. W ten niemiły sposób, ale jednak. Gorzki humor udzielił mu się dość szybko. – Mówisz do kraju, który jest chyba najbardziej znienawidzoną nacją na świecie. Jakbyśmy byli ludźmi, zginąłbym zapewne od ponad trzystu ran kłutych, ale na moje szczęście, tutaj nie rozchodzi się o dawne krzywdy – wzruszył ramionami. - To co zawsze, Żabo. Dołączyłbym do twoich wrogów – wyjaśnił cierpliwie.
Jak za czasów wojen o Śląsk. Albo o sukcesję hiszpańską. Za dużo przykładów, żeby wymieniać. Czy przeciwna strona będzie go chciała – to już była kwestia sporna, ale mimo wszystko liczył się fakt. Arthur był dobrej myśli, czy może raczej wierzył w niektórych, oby nie na marne. W końcu był dobrym sojusznikiem. Pracowało się z nim ciężko, ale do cholery. Nie bez powodu wygrał prawie wszystkie wojny w swojej historii.
– Wstępnie na współpracy, ale skoro jesteś pewien, że dostaniesz lepsze oferty. Nie krepuj się. Ja nie proszę ani nie błagam, po prostu oferuję. Tylko nie przyplącz się potem z płaczem. Będę mieć pewnie inne problemy na głowie – westchnął. Ratowanie świata i takie tam. Jak zawsze. Ktoś musiał ogarnąć inne państwa, gdy one same nie potrafiły tego zrobić. Fakt, płacił za to nieprzespanymi nocami, ale nie potrafił inaczej. Był pracoholikiem, albo po prostu lubił mieć wszystko pod kontrolą, zapięte na ostatni guzik.
Zmarszczył brwi.
- Możemy tak powiedzieć o każdym. Taka prawda. Czy możemy komukolwiek ufać? – powiedział w końcu ponurym tonem. Nie był głupi, Amerykę wymienił z niejaką kpiną, zastanawiając się, czy chłopak w ogóle chciałby mu pomóc. Nadal pamiętał bombardowanie Londynu i to, co wtedy Alfred zrobił. A raczej czego nie zrobił. Gdyby Japonia lekkomyślnie nie zaatakował Pearl Harbor, Europa może wpadłaby w ręce Hitlera. Albo Rosji. Nie przyznawał tego głośno, ale… Nie był na tyle głupi, żeby nie zauważać tak prostych faktów.
- Nie ważne, to nie tak miało wyglądać. Po prostu mam złe przeczucia. Rosja też pewnie coś kombinuje i nie sądzę, by w jego idealnym świecie było miejsce dla kogokolwiek. Po prostu… Proponuję wstępny układ, w razie gdyby sprawy się pokomplikowały. Teraz nie ma on znaczenia. Możesz trzymać się Niemiec, czy Prus. Tak, tak będzie nawet lepiej. Może nawet czegoś się dowiesz. Pytanie tylko, czy chcesz im ufać – uśmiechnął się krzywo. – Po mnie przynajmniej wiesz, czego się spodziewać – zauważył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Czw Gru 13, 2012 4:01 pm

Nagle w jego głowie pojawiło się kilka dziwnych myśli. Mąciły mu teraz w głowie wszystko co do tej pory sobie postanowił. Widząc scenę, kiedy to Anglik podstępnie odebrał i zniszczył mu Alfreda poczuł złość. Bo to co Alfred dziś reprezentował sobą pozostawiało wiele do życzenia. Było dużo spięć i niedomówień między nimi. Zwykle jeden chciał śmierci drugiego, ale były takie czasy gdy potrafili się dogadać. Podczas wojny udało im się całkiem nieźle współpracować. Ale było coś czego Francuz do dziś nie mógł mu wybaczyć. Anglik zawsze chciał mieć to co ma on, ziemie, wychowanków. I kiedy pojawiła się ona, to właśnie Arthur z największą chęcią ją zniszczył. Głosy pobudziły go do głębszego przemyślenia pewnych spraw, spraw związanych właśnie z Kirklandem. Stał tak chwilę ignorując monolog chłopaka. Przymknął na chwilę oczy, od tych szeptów zaczynała go boleć głowa. Jakby podświadomość dawała mu znać, że sojusz z Anglikiem to jednak niepewna karta, której nie należy wystawiać. Po chwili jednak szybko się otrząsnął, bo przecież może to zostać odebrane jako chwila słabości, a tego bardzo nie chciał.
- Wbrew temu co sądzisz mam przyjaciół, którzy chętnie mi pomogą i którym ja się odwdzięczę. Powiedz mi tylko, mon amour. - złapał go za brodę nakazując spojrzenie prosto w swoje oczy. Niebiesko - fioletowe tęczówki przeszywały Artura na wskroś, jakby chcąc zobaczyć, czy nie zawaha się przed nimi skłamać.
- Którą stronę reprezentujesz? Służysz Diabłu czyś wierny Bogu? - nadal pamiętał, że Anglik zwykle stał po przeciwnej stronie, układ owszem wydawał się kuszący, ale czy wtedy nie byłaby to zdrada?
- Znam Cię najlepiej ze wszystkich, a i tak niekiedy potrafisz mnie zaskoczyć.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Czw Gru 20, 2012 5:53 pm

Levi czuła, że jej 'mącenie' pomaga. Zaczął być bardziej podejrzliwy. Wędrowała po umyśle Francji szukając ciekawych informacji do wykorzystania.
Właściwie to dlaczego wkradła się do podświadomości Francisa, a nie Arthura? Żaden z nich nie był po stronie Mephisto, więc nikomu nie pomaga. Ba! Ma nadzieje, że dojdzie do walki! Ale to wszystko dopiero może się zdarzyć~
Padło pytanie ze strony Bonnefoy'a. Była ciekawa odpowiedzi, w końcu jeśli powie, że po stronie Mephisto, to pomoże Anglii. Choć większe szanse by doszło do rękoczynu ma tu- u Francji. Kiedy Francis się nachylił, by przyjrzeć się drugiemu, Anglia mógł zobaczyć przebłysk czerwonych, jak krew, a zarazem dziecięcych oczu Levi.
Grabarz stworzyła kolejną fikcyjną scenę, którą zobaczył w jego oczach. Był to Anglia, uśmiechał się złośliwie. W jego oczach widniała rządza. Obejmował w pasie Seszele i przyciskał ja do siebie. Po policzkach Victorii spływała łza. Obok nich na ziemi siedział Alfred. Miał skute ręce i krzyczał.
-To będzie przyszłość... Nie ufaj mu. Nie ufaj.- jej głos odbił się echem w głowie Francji.
Powrót do góry Go down
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pią Gru 21, 2012 12:38 pm

Miał wrażenie, że Francja go nie słucha. Zmarszczył brwi, to było tylko wrażenie, ale Anglia nie lubił się nigdy produkować na darmo, nawet jeśli często ktoś go ignorował. Nie chciał z drugiej strony wysuwać pochopnych wniosków, mógł odnieść mylne wrażenie, ale… No właśnie, ale. Blondyn miał już to do siebie, że raz rozbudzone podejrzenia nie usypiały tak łatwo. Zaczął przyglądać się uważniej rozmówcy, próbując wypatrzyć gesty, które mogą mu cokolwiek zasugerować w tej kwestii. Zamiast tego usłyszał odpowiedź.
- Mówienie o przyjaciołach w świecie państw. Musisz mieć do nich duże zaufanie – przewrócił oczyma.
Za duże jego zdaniem. Z drugiej jednak strony, on nigdy nie miał nikogo naprawdę bliskiego. Pewnie nie potrafił po prostu zrozumieć, jak to jest. Mieć kogoś, kto cię nie zdradzi, nie wbije noża w plecy. Tak jak to mu robili wszyscy przez całe jego istnienie. Już dawno nauczył się, że lepiej nie przywiązywać się do innych, bo potem zawsze czeka go kolejna „wojna o niepodległość”.
Poczuł nagle, jak Francis łabie go za brodę. Zdołał wydusić z siebie tylko:
- Uhg, co ty…! – ale przerwał, gdy drugi kraj zaczął mówić.
W normalnej sytuacji już dawno wyrwałby się, odepchnął go od siebie, ale to nie była normalna sytuacja. Wytrzymał spojrzenie swoimi szmaragdowymi oczyma, których kolor bez wątpienia przypominał łąki, niegdyś porastające całe jego tereny.
- Żadnemu z nich – wycedził powoli. Nie musiał kłamać. – Reprezentuje dobro tego cholernego świata.
Jak zawsze zresztą.
Złapał go w przegubie nadgarstka i pociągnął za dłoń, wyswobadzając swoją twarz. Na jego twarzy zawitał uśmiech, który dość szybko nabrał złośliwego wyrazu.
- Uznam to za komplement – odparł. – Ale skoro już zszedłeś na tematy góry i dołu – ty wybrałeś stronę? – uniósł jedną brew do góry.
Powariowali wszyscy, zachciało się im być marionetkami w rękach sił wyższych. Może to miało sens na dłuższą metę, ale Arthur nie miał wątpliwości, że dla nich i tak są nikim, nie mieli pewności, że za dobrą służbę czeka ich jakakolwiek nagroda. Nie był naiwny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pią Gru 28, 2012 8:49 pm

Nagle jego wzrok stał się strasznie pusty, scena ukazana przed jego oczami nim wstrząsnęła. Ale przecież Anglik ostatnio dążył do poprawy stosunków z Victorią. Czyżby robił to tylko po to aby wykorzystać to w tak niecny sposób. Co prawda znał go nie od dziś, ale czy byłby zdolny do czegoś takiego? Zwłaszcza, że ostatnio oboje prześcigali się aby udowodnić Seszelce, który kocha ją bardziej? A Alfred? Nie, Arthur nie byłby do tego zdolny, przecież mimo tego jak postępował w stosunku do niego Amerykanin, zdawał się kochać swoje dziecko. Wspierał Jones'a kiedy ten postanowił odzyskać niepodległość, widział wahanie na twarzy Anglii, gdy ten planował kolejne ciosy. ,, Nie ufaj mu'' - te słowa wciąż krążyły w jego świadomości. Dotąd każda współpraca z nim, pomimo tego iż łączyła ich czysta i nieskazitelna nienawiść, przebiegała dość pomyślnie. Więc skąd teraz te podejrzenia? Z jego rozmyśleń wyrwało go dopiero odepchnięcie przez Brytyjczyka.
- Śmiałe, nie uważasz? Nowa strona, która niekoniecznie zaprowadzi nas tam gdzie trzeba. Chociaż jakby się zastanowić, nawet wiarę musiałeś zmienić według swojego widzimisię. Bóg reprezentuje dobro, ty..? Co ty..? Co my jeślibym do Ciebie dołączył, moglibyśmy zaoferować temu światu? Nie mamy żadnych mocy. Nie damy rady nic zmienić, cher - westchnął. Starał się odpędzać od siebie te nieprzyjemne myśli, jednak one wracały coraz to silniej.
- Wybrałem już stronę, jam mu wierny, a on pomaga. Zesłał anioła, ale później zabrał go tak szybko i gwałtownie. To jedyna szansa żebym mógł go odzyskać. - odwrócił wzrok.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pią Sty 04, 2013 7:38 pm

Ostatnia wypowiedz Francisa... Anioł?... Jaki? Nie nie ten zwykły... Czyli jest coś. Przepraszam, ktoś kogo kocha bardziej od wszystkich innych... Czas by to wykorzystać.
Zaczęła wertować umysł Francji w poszukiwaniu o niej informacji i co się okazało jest jeszcze lepiej niż być może~ Joanna d'Arc. Czyż to o nią nie chodzi?... Zginęła spalona na stosie. Wyrok wymierzyli Anglicy. A Bonnefoy ją nadal kocha...
Joanna nie wróci... Wiesz o tym Francisie. Jedyne co ci zostało to pomścić ją... Któż w końcu był tak okrutny, podły i ZABIŁ ją! Za co?... Opowiadała Herezje? Wierzysz jej. Mówiła prawdę. Bóg kochał ją tak bardzo, że do niej przemawiał. A oni skazali ją na KARE ŚMIERCI! Spalili ją! Toż to najboleśniejsza ze wszystkich kar! Potem spalili jej szczątki! A co zrobili z prochami? Wrzucili do rzeki! Chyba nie chcesz z nim współpracować! Otrząśnij się. To ON zabił twoją UKOCHANĄ!
Przed jego oczami ukazała się ta scena. Joanna przywiązana do pali. Na wielkim stosie. A przed nią dwójka ludzi trzymających krucyfiks i drewniany krzyż. I najgorsze z tego wszystkiego... Ogień. Jej krzyk z bólu. I łzy Francisa które mimowolnie spłynęły po jego policzkach. Przynajmniej on poczuł tak. W rzeczywistości ich nie było. Przez nie więcej... Ułamek sekundy jak nie mniej dała poczuć ten sam ból którego doświadczyła d'Arc. Wielki, ogromny którego nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić, puki go nie poczuję.
To on jej to zafundował... Za wiarę w Boga. Tobie tez to zrobi?...
Powrót do góry Go down
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pią Sty 04, 2013 7:49 pm

Dziwny czerwony błysk. Omam, który nie dawał mu spokoju, im dłużej przyglądał się twarzy Francji i emocjom, które gdzieś w ukryciu przesuwały się po niej. Nie potrafił ich odczytać, czy może raczej nie był pewien. A mimo to wcześniej… Nie, musiało mu się zdawać. Nie powinien popadać w paranoję ze względu na ten cały konflikt sił wyższych, w który zostali zamieszani. Wbrew własnej woli. Oczywiście, któż pytałby ich o zdanie. Byli tylko państwami.
Niech to szlag.
Coś było nie tak, choć Anglia nie potrafił stwierdzić dokładnie co. Zaczął przyglądać się uważniej Francisowi. Czujniej. Dziwne przypuszczenia zaczął snuć jego umysł, gdy on analizował wypowiedź, jaką usłyszał.
- To nie jest żadna nowa strona – odpowiedział ponuro, patrząc gdzieś w bok.
Na ułamek sekundy przestał przyglądać się rozmówcy, ale po chwili znowu wróciło do niego wspomnienie czerwonego przebłysku i dziwnego, pustego spojrzenia blondyna. Znowu odwrócił ku niemu swoją twarz. Dziwne, niepokojące przeczucie zdawało się zaciskać w jego wnętrzu zimną obręcz. Nadal jednak, nie potrafił stwierdzić, o co chodzi dokładnie.
- Nie ja zmieniałem wiarę, a król – wyjaśnił niepotrzebnie. Po co w ogóle zwracał uwagę na takie zdania, zaczepki, które przecież lepiej było ignorować, a mimo to nigdy tego nie potrafił.
Zamilkł na chwilę. Po raz kolejny przeżuwał wypowiedziane przez Francję słowa. Jego po drugim. Chwila zwątpienia, która szybko została stłamszona przez dumę i pewność siebie. Dwie rzeczy, które pomogły Anglii w życiu. Sprawiły, że nigdy nie załamał się i zawsze parł do przodu, nawet gdy jego Imperium upadło, czasy świetności przeminęły, on nadal trwał. Może trochę bardziej doświadczony przez los, ale tak samo niebezpieczny.
- Skąd wiesz? – spytał w końcu, pozwalając pytaniu zawisnąć na chwilę między nimi. – Skąd masz gwarancję, że którakolwiek ze stron dotrzyma swoich obietnic? Widziałem dość polityki w życiu, by nie ufać czczym zapewnieniom – odpowiedział szorstko.
Nie było dowodu na to, że nie są tylko pionkami w większej grze. Wykorzystani, do zastąpienia, gdy przestaną być potrzebni.
- Zaoferowalibyśmy temu światu pokój, przetrwanie. Co nam po jego końcu? Co ludziom po jego końcu? – machnął ręką zniecierpliwiony.
Rzadko kiedy gestykulował w rozmowie. Zazwyczaj był zawsze tak samo sztywno wyprostowany. Ale to już dawno przestała być sztuczna dyskusja, którą nie raz uprawiali na szczytach międzynarodowych. Tu chodziło o coś znacznie więcej.
- Do cholery, już wiele razy go zmienialiśmy. Zapobiegaliśmy złu. Gdzie były zastępy aniołów i demonów podczas wojen światowych?
Westchnął lekko i przymknął powieki. Potarł skronie, jakby temat rozmowy nagle stał się dziwnie nieprzyjemny i męczący.
- Francjo… Zmarli już nie wrócą… - powiedział w końcu cicho.
Nie wrócą. Już dawno to zrozumiał. Gdy patrzył na śmierć kolejnych, korowanych głów. Jej śmierć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Nie Sty 13, 2013 7:23 pm

Nie samo uczucie spalania się na stosie było okropne, lecz świadomość. Świadomość, że Jennie musiała przez to przechodzić, a on miał związane ręce w tej sprawie. Mógł tylko patrzeć i być przy niej w tamtym dniu. Jakby jej gwałtowny koniec, miał być pokutą, za to czego dopuścił się w przeszłości. Jasne, że czuł się temu współwinny, bo przecież to król Karol ją wydał. A raz miał nawet wrażenie, głupie jednak napawające francuskie serce nadzieją, że ją widział, spacerującą po uliczkach Paryża. Wspomnienia powracały z coraz to nową mocą, a ciało w środku, aż topiło się od żaru, a gdzieś dalej małe ziarenko nienawiści zaczęło wydawać plony. Które tylko podsycane gorącem panującym w środku, zaczęły się wić i powoli oplatać cały umysł, coraz bardziej przysłaniając logiczne myślenie i wszystko w okół. Ciężko było odzywać mu się przez ten ból, mimo iż była to tylko iluzja, miał nie małe problemy aby odpowiedzieć Anglikowi.
- Znów tworzysz coś co nie ma sensu. Nawet nie zaprzeczaj. - prychnął. - Owszem zmienialiśmy go, ale kiedy do Ciebie wreszcie dotrze, że teraz nie mamy aż dużego wpływu? Wiesz, oni są czymś czego nie można tak łatwo się pozbyć. Mącą w naszych umysłach, czarują, a my? Co my możemy sprawić aby z nimi wygrać? To nie ludzie, których można, zabić na wiele sposobów... - warknął niemrawo, od tego monologu i gorąca oraz bólu jaki go nawiedzał zaczynał odczuwać pragnienie. Dlaczego zawsze z Arthurem musiał się spotykać w takich miejscach, gdzie nie było prawie nic? - Ale nie byli to wtedy oni sam. Teraz obawiam się, że mało możemy. - wszelkimi siłami starał się powstrzymać jęki. Oparł się o ścianę i ponownie przymknął oczy.
- Niekiedy wracają. - Co też Arthur mógł o tym wiedzieć, bo przecież Francis ją widział. Wtedy w Paryżu. Przedstawiała się jako Lisa. - A wiesz przez kogo to wszystko? Przez Ciebie... To ty jej to zrobiłeś, za to, że wierzyła, ufała. - cytując głos ze swojej podświadomości starał się umieścić w nim jak najwięcej jadu. Głos zaczynał być coraz bardziej przeszywający, a Francuz zdawał się coraz bardziej mu oddawać, co dość wyraźnie było widać po jego oczach.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Sob Sty 26, 2013 11:13 pm

A co jeśli wrócą?
To była ona!
Ale czemu Arthur tak bardzo chce ci ja wybić z głowy? Może czuje się winny? Albo bardziej NIGDY ona go nie obchodziła i obchodzić NIE BĘDZIE.
Zastanów się.
"Zmarli już nie wrócą"
A jeśli jednak? Może to było jej inne wcielenie? Mogła to być inna kobieta. Ale co jeśli to właśnie Joanna w tym momencie nią kierowała? Co jeśli ona po prostu tęskniła? Może chciała cię spotkać? Może chciała ci coś ważnego przekazać?
Czemu tak ci ją przypominała?! To nie mógł być przypadek!
A co jeśli... Chciała byś ją pomścił? Nie za jej śmierć i cierpienie... Może za to że was rozdzielili? Może znowu ja spotkałeś bo chciała ci powiedzieć, że jej serce pęka z tęsknoty?
Zastanów się... Wiesz bardzo dobrze, że to może być prawdą...
Powrót do góry Go down
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pon Lut 11, 2013 12:01 am

Irytacja narastała z każdym słowem wypowiedzianym przez Francję. Anglia starał się panować nad sobą i nie przychodziło mu to z taką trudnością, jakiej spodziewał się na początku, ale mimo wszystko były pewne granice. Od początku wiedział, że ta rozmowa nie będzie łatwa, ale nie przypuszczał, że drugi kraj będzie aż tak uparty. Z perspektywy Arthura wszystko było proste, wystarczyło choć chwilę pomyśleć i zrozumieć jego punkt widzenia, a potem się z nim zgodzić. Okazywało się jednak, że świat po raz kolejny postanowił wszystko skomplikować, a co za tym idzie – on samotnie stawia czoła temu, co wszyscy przyjęli za pewnik. Jedna brew zadrgała ostrzegawczo.
- Znów? – spytał. Nie wymagał odpowiedzi, może nie chciał jej usłyszeć. Niezależnie od tego – nie obchodziło go, o czym mówił Francja.
Zrobił krok do przodu, patrząc mu prosto w oczy. Jego zielone tęczówki spotkały się z niebieskimi, które można byłoby porównać do nieba, które powoli oddaje się w objęcia nocy. Jak doskonale oddawało to jego stosunek do świata. Rezygnację i czekanie na to, co ma nastąpić. Brak ducha walki, który tak ceniło u siebie wyspiarskie państwo.
- Nie dotrze – wycedził. – Bo w przeciwieństwie do ciebie, nie zamierzam poddać się tak łatwo. Nie zamierzam stać z założonymi rekami i patrzeć, jak te wszystkie lata historii przestają istnieć tylko dlatego, że wszyscy uznali sprawę za przegraną. I nie obchodzi mnie, czemu będę musiał stawić czoła. Zrobię to, chociażbym miał robić to sam. Tak, jak zrobiłem to gdy Hitler terroryzował Europę. Jeśli tego będzie trzeba, znowu będę jej ostatnim bastionem.
Wziął głębszy oddech, gdy zorientował się, że pozwolił zdenerwowaniu odbić się w jego słowach. Wyprostował się dumnie, mimo błędu nie zamierzał odwoływać tego, co powiedział. Zobrazował swoje myśli i teraz mógł tylko liczyć na to, że Francja zrozumie. Albo spróbuje zrozumieć jego stanowisko. Szansa była nikła, ale istniała zawsze i nie, nie chwytał się jej desperacko. Liczył się z odmową, ale nie poddawał bez walki.
- Znajdę sposób – dorzucił krótko, jakby od niechcenia. Pusta obietnica, której nie potrafił na razie spełnić. Nie oznaczało to jednak, że nie spróbuje tego zrobić.
Obserwował uważnie swojego rozmówcę, jego uwadze nie umknęły drobne gesty, które czynił. Coś było nie w porządku, choć w ferworze dyskusji przestał na chwilę zwracać na to uwagę. Dopiero teraz dostrzegł, że Francja pobladł wyraźnie i oparł się o ścianę, próbując utrzymać pionową postawę. Zmarszczył brwi. Nie podobało mu się to, co dostrzegał, a gdy połączył to jeszcze z czerwonym błyskiem w jego oczach…
- Dobrze się czujesz? – spytał szorstko, nie okazując zmartwienia, choć może odbiło się ono w jego oczach i znikło, zanim ktokolwiek mógł je dostrzec.
Zmartwienie zostało jednak szybko zepchnięte w cień, gdy blondyn wypowiedział kolejne słowa. Dlaczego znowu musieli to przerabiać? Ile razy słyszał już wyrzuty na ten temat pod swoim adresem? Kiedy to w ogóle miało miejsce… Blisko sześćset lat temu, jedna dziewucha i tyle zachodu. Ile on już osób ważnych dla niego przeżył, ile z nich zostało zabitych z czyjejś ręki. No dobrze, może częściej umierali bezpieczni w zaciszu pałaców, jednak nie miało to znaczenia. Każdy człowiek kiedyś umierał, a to przecież nie on podpalił stos. Miał wyskoczyć i zabronić tego ludziom? Czy kiedykolwiek kraj miał aż taką władzę?
- Oh proszę – prychnął. – To była wojna do cholery. Ile moich ludzi ty zabiłeś, co? Może powinieneś spojrzeć najpierw na własne ręce? Dobrze ci radzę, nie zaczynaj znowu tego tematu. Wierzyła? Ufała? Była kolejnym żołnierzem na polu walki i to nie ja ją osądziłem, nie ja ją skazałem. Chcesz obarczać mnie winą każdego z moich ludzi? Proszę, śmiało – warknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Czw Lut 14, 2013 3:53 pm

Mętlik jaki miał w głowie sprawiał, że chciał po prostu skończyć rozmowę z Anglikiem i wrócić do domu, gdzie mógłby w spokoju napić się wina i postarać się zapomnieć o dzisiejszym dniu. Kolejny głos, który mówił o zemście, nieco go otrzeźwił. Nie, ona by tak nie chciała. Niczego w życiu nie był pewny jak tego. Jeannie była osobą, która potrafiła wybaczyć nawet najokropniejszemu skazańcowi. Nawet komuś takiemu… Kto doprowadził do jej śmierci. Więcej nie chciał się nad tym zastanawiać tylko po prostu skończyć tą cholerną konwersacje.
- Kto powiedział, że będę stać z założonymi rękami? Będę działać, jednak nie na twoich warunkach, zwłaszcza że nie do końca przedstawiłeś mi, w co dokładnie mam się wpakować. Gdybym to ja wyskoczył z taką niegotową propozycją sam byś jej nie przyjął. Więc proszę... Przemyśl to co masz mi do zaoferowania i wtedy się do mnie zgłoś. – odrzekł spokojnie zmęczony już tym wszystkim, nie miał siły dalej w to brnąć. – Sprawa nie jest przegrana, po prostu trzeba od czegoś zacząć. Jeśliby zobaczyć jak działają wysłannicy Boga i Mephisto, mielibyśmy jakieś porównanie i punkt zaczepny od czego zacząć. – po raz kolejny rozmasował skroń. Jeśli zaś chodziło o to co Anglik mówił na temat zmarłych, Francis byłby w stanie przyznać mu w pewnym sensie rację, ale tylko w pewnym i bardzo małym stopniu. To wszystko było grą, każdy człowiek, nacja czy inne żywe stworzenie. To tylko pionki. Bóg zbierał swoje do starcia z Szatanem, a Szatan swoje. Arthur mógł go przekonywać, wyzywać od głupca, jednak on i tak wiedział swoje. Na szachownicy nie było miejsca dla nowej drużyny. Były dwa wyjścia, być w jednej bądź drugiej, a później gdy wykończą się nawzajem stworzyć trzecią, która przetrwa wszystko albo rozleci się już na początku. Przymknął oczy i odetchnął głęboko.
- Bien, nie denerwuj się tak. W końcu to spotkanie miało nas zjednać, a nie rozdzielać jeszcze bardziej, oui? Masz mi coś konkretnego do powiedzenia, czy tylko ten pusty i niedokończony wzór? - powoli zaczynał wracać do siebie, jednak głowa cały czas dawała o sobie znać. Chciał zakończyć to jak najszybciej. Dlatego był w stanie nawet pozbyć się złośliwego tonu i porozmawiać z nim normalnie.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Wto Mar 19, 2013 10:48 pm

Arthur zacisnął dłonie na przedramionach, wczepiając blade palce w sztywny materiał płaszcza. Była to jedyna oznaka zdenerwowania, na którą sobie pozwolił. Ostudził wcześniejsze emocje, które targały nim od wewnątrz i teraz jego twarz przypominała pełną opanowania, wystudiowaną maskę. Tylko w jadowicie zielonych oczach odbijały się resztki uczuć, szybko jednak ustępując obojętności.
Wieki spędzone na dworach nauczyły go czytać atmosferę i oceniać swoje szanse. Wiedział ile może powiedzieć i, przede wszystkim, co należy powiedzieć, jednak były takie osoby, przy których gubił się we własnych kalkulacjach. Francis był jedną z nich. Anglia działał zbyt pochopnie i szybko, tragizm sytuacji, w której znalazł się świat sprawił, że zbyt naiwnie podszedł do omawianego tematu. Powinien przypuszczać, że świat nie jest już tak prosty jak jeszcze kilka dekad temu. Kiedy państwa były czarne i białe. Złe i dobre. Teraz granice zamazywały się i trudno było nie dostrzec tych przymilnych gestów między byłymi wrogami. A on naiwnie wierzył, że trzeba czegoś więcej by zapomnieć o dawnych ranach. Może sam był po prostu pamiętliwy, nie przyjmował tego jednak do wiadomości.
- Nie narzucałem ci moich warunków – powiedział spokojnie, sztucznie uprzejmym tonem. – Zrobisz co uważasz za stosowne – ciągnął dalej, tym samym, bezbarwnym głosem.
A potem przyjdziesz z płaczem. A jeśli nawet miałeś rację… Nie, ja nie przegram.
- Więc pozwól, że je ocenię. Neutralność jest najlepszą przyjaciółką obiektywizmu – zauważył.
Kolejny powód, dla którego nie opowiedział się po żadnej ze stron. Nie czekał na tę, która zacznie zwyciężać. Jeśli rzeczywiście świat nie pozostawi mu wyboru, wtedy zrobi to, co uzna za najlepsze dla swoich ludzi. W tej chwili jednak żadna ze stron nie wydawała mu się kusząca, a na „mniejsze” zło nie miał ochoty.
Prychnął.
- Ja się denerwuję? To ty poruszasz zbędne tematy – odwrócił się w bok, patrząc gdzieś w przestrzeń. – Pusty wzór… Chciałem ci zaproponować neutralność i wspólne próby ocalenia tego, co jeszcze nam zostało. Nie wiem, kto opowiedział się po której stronie. Kto jest zły, a kto dobry i tak długo, jak długo nie mam co do tego pewności, nie zamierzam wybierać którejkolwiek z opcji. Możesz powiedzieć, że zgłosiłem się do ciebie, bo nikt inny mi nie został – jego usta wygięły się w krzywym łuku. - Może nawet miałbyś rację. Zbyt mało wiem… Wiemy. Na razie nie chciałem cię do niczego zobowiązywać. Zdobycie informacji i dzielenie się nimi – przymknął powieki. – To prosta umowa, nie zobowiązuje obu stron. Ale zrobisz jak uważasz Francjo, tylko potem nie żałuj swojej decyzji – przeniósł w końcu spojrzenie oczu w jego stronę. Nieodgadnione, zamglone, ale niewątpliwie czaiła się w nim ta dziwna pewność siebie, która w dawnych czasach mogła wręcz uchodzić za niezdrową upartość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pon Kwi 29, 2013 12:36 pm

Już sama przestała do końca rozumieć ich spór... Syknęła cicho w głowię Francji, zupełnie jak kot. Jej cichy, ale za to przeraźliwy, a wręcz szalony śmiech, odbił się echem w jego głowie by zaraz wyjść na zewnątrz i obić się o uszy Anglii.
-Nudzicie mnie. - mruknęła mało zadowolona - Za mało akcji~ -znowu zaczęła się śmiać.
Po chwili niczym jakiś dym ulotniła się z głowy Francji i stanęła na ziemi. Tuż obok nich. Słodko i niewinnie się uśmiechając. Jej peleryna powiewała na wietrze, odsłaniając czarne spodnie, wysokie, ciasno wiązane kozaki i luźną koszulę. Przez czarną, równo przyciętą grzywkę jej twarz zdawała się jeszcze bardziej dziecinna. Swoje czarne oczy wbiła w zielone Anglii. Aktualnie nie było nich nic. Żadnych emocji, a jednak budziły wielki lęk. Kącik jej ust uniósł się minimalnie, choć oczy nadal były puste.
-Cierp.-słowa wydawały się być delikatne, a nawet mogłyby być słodkie, jednak... Zadawały ból.
Patrzyła głęboko w oczy Arthura i pokazywała mu ból. Jego, osób które kiedyś kochał. Najgorsze wspomnienia, myśli i odczucia. Tak jakby dostała się do jego duszy, w najbardziej zapomniany jej fragment. W miejsce którego nikomu nie pokazywał i nie chciała nawet o nim pamiętać. Pozwoliła by ból przeszył go na wylot.
-Czuj ból innych. - znowu jej słowa były delikatne, a jednak straszne.
W momencie mógł poczuć ból jaki zadał innym. Jak zabijał, jak skazywał innych. Pomiędzy różnymi bólami i wizjami tortur przewinął się Francis. On widzący paloną na stosie Joanne, a zaraz z drugiej perspektywy. d'Arc która mogła tylko na niego patrzeć konając i przechodząc największe męczarnie.
W końcu zamknęła oczy na dłuższą chwilę pozwalając przerwać jego męki. Uśmiechnęła się lekko i zwróciła do Francji, choć nic nie mówiła. Uśmiechała się delikatnie. Niewinnie i słodko, jakby nic się nie zadziało.
Powrót do góry Go down
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Sob Cze 29, 2013 12:53 am

Przymknął oczy, mocno zaciskając pięści. Czy to co mówił było naprawdę aż tak trudne do zrozumienia? Może i stare waśnie wciąż pozostawały między nimi ale Francis tym razem nie zamierzał wytykać błędów czy kłócić się z Arthurem tak jak robił to dotychczas, by mu dogryźć. Owszem, wszystkie rzeczy można sobie wybaczyć, lecz nie o wszystkich da się zapomnieć, aczkolwiek od pewnego okresu Francis starał się zwracać mniejszą uwagę na wspomnienia. W tym co Kirkland mu zaproponował nie było tak naprawdę nic konkretnego. Ba, ta umowa nawet nie gwarantowała niczego. Zwykła wymiana informacji - prychnął w myślach. Non, nie urodził się wczoraj. Jeśli Arthur na poważnie bierze to co się dzieje teraz, powinien przyjść do niego bardziej zdecydowany. Tak naprawdę od niedawna zaczęli sobie pomagać, a i ta pomoc nie była d końca taka jakby oboje chcieli. Westchnął, znał go przecież tak dobrze. Dlaczego więc jednak Anglik nie przygotował się na to, że z pewnym dystansem podejdzie do jego propozycji? Zwłaszcza gdy teraz konflikt z Niemcami i innymi Germanami przyniósłby mu same straty, w dodatku wciąż niezintegrowana Europa  również mocno by na tym ucierpiała. Czasy były inne, a i z kryzysów udawało im się wychodzić nawet przyzwoicie. 
- Nawet i na neutralności możesz się przejechać, cheri – mruknął smętnie coraz bardziej zmęczony tym wszystkim. W dodatku ten niepokojący ból i powracające wizje nie były kolejnym powodem do radości. 
- Prosta, aczkolwiek nie gwarantuje, że oboje będziemy szczerzy. Przemyśl to i daj mi znać kiedy więcej będę miał do zyskania niż stracenia – odpowiedział z nieco złośliwym tonem. Krótko po tym z ust Francuza wydobył się cichy jęk. Świdrujący śmiech, który ni stąd ni zowąd pojawił się w jego umyśle, niczym echo zaczął dudnić w jego głowie. Migrena stawała się coraz bardziej natarczywa, co rusz z większą siłą zaciskała na nim swoje macki. W końcu wreszcie Francis zaczął tracić orientację, czy aby teraz śmiech wybrzmiewał tylko w jego głowie? Uścisk znacznie zelżał, a wraz z nim odezwał się ktoś trzeci. Był zbyt zaskoczony pojawieniem się dziewczyny, by zareagować, na to co robiła Arthurowi, po prostu się w nią wpatrywał. 
- Kim jesteś? – wyrwało mu się tylko gdy spojrzenia jego i dziewczyny się spotkały.

//Przepraszam, że tak długo musiałyście czekać ^^''

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Sob Cze 29, 2013 11:44 pm

Jak na wszystkim. To nie było odkrywcze ze strony Francji, ale Anglia miał na tyle godności, że nie skomentował tych słów na głos. Dziecinna kłótnia i wymiana zdać prowadząca do nikąd. Marnotrawstwo cennego czasu, na które się zgodził, bo myślał, że coś da. Popełnił błąd, powinien widzieć, a jednak naiwnie wypatrywał sojusznika w swoim największym wrogu. O ironio, podobno ich powinno trzymać się najbliżej. Mu to nie wyszło i widział to w jego oczach. Prychnął.
 - Jesteś interesowny, a w tej grze trzeba podjąć ryzyko. Tu nie ma pewnych opcji, ale ty najwidoczniej zdążyłeś porzucić nadzieję i swoich ludzi – zarzucił mu prosto w twarz, nie spuszczając z niej wzroku.
Jadowite oczy wbijały się przez chwilę w jasne oblicze Francji, próbując wymusić na niej cokolwiek. Poddanie się niebu nie oznaczało niczego. Ludzie zginą tak czy siak, świat przestanie istnieć. Tylko wyeliminowanie obu opcji dawało szansę na cokolwiek dla tych istot, które tworzyły kraje. Ale Francja najwyraźniej już o tym zapomniał.
To jednak przestało mieć znaczenie, gdy nagły śmiech zawisł w powietrzu, wywołując dreszcze. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu przyczyny, marszcząc groźnie brwi, ale nie dostrzegł niczego. Wzrok powrócił do Francisa i zatrzymał się na nim, gdy Anglia zastygł obserwując ulatniający się z niego dym.
 - Francjo… - wymamrotał słabo, cofając się o krok.
Nagle przed nimi wyrosła dziewczynka, z ciała dziecko zaledwie, ale wyspiarskie państwo doskonale wiedziało, że to tylko pozory. Skrzywił się gdy spojrzała na niego. Zielone tęczówki napotkały czarne i przez moment zrobiło się cicho, jak nigdy przedtem, a potem padło jedno krótkie słowo.
I Anglia zaczął cierpieć pod natłokiem wspomnień, które wyrwały się z kajdan opanowania. Widział początki i swoich braci, którzy nigdy go nie zaakceptowali. Normandię, wielkiego zdobywcę, którego pokonał czas. Widział Francję, a potem swoją królową – Elżbietę i jej śmierć. Patrzył na pochylonego nad nim Amerykę, gdy klęczał w błocie przeklinając go po stokroć. A potem obserwował powolny upadek Imperium, jakie zbudował. Odłączające się elementy, które niegdyś stanowiły jego własność. Widział ból jego bliskich, kolonii i państw, na których zależało mu najbardziej. Zacisnął zęby i choć wiele emocji przewijało się przez jego twarz, usilnie powstrzymywał okrzyk. Powtarzał sobie w końcu tyle razy, że musi być silny.
Znacznie gorszy ból przyszedł potem, wraz z płomieniami liżącymi jego ciało, kulami je przeszywającymi, mieczami, które cięły je na kawałki. Niewidzialne rany, które pojawiały się i znikały w zawrotnym tempie. Ból fizyczny połączony z psychicznym.
Zatoczył się. O mało co nie upadł, ale rekami na oślep wymacał ścianę. Oparł się o nią plecami, oddychając płytko i ciężko. Przez dłuższy czas nic nie mówił, wpatrując się w przestrzeń, gdzieś pod swoimi stopami. Z kredowobiałego oblicza nie dało się wyczytać niczego, ale w końcu przetarł twarz rękawem i spojrzał pusto w stronę małej dziewczynki. Tylko jedno określenie cisnęło się na usta, ale zachował je dla siebie.
W końcu był dżentelmenem, prawda?
 - Cholera Francjo, nie widzisz co ona robi? Nie patrz jej w oczy do diabła – warknął, choć jego głos brzmiał słabiej niż wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Nie Cze 30, 2013 11:57 am

Uśmiechała się niewinnie, jakby nic się nie stało. Delikatnie wyciągnęła, swoją mała dłoń w stronę Francisa.
-Nie jestem kimś kogo masz się obawiać, mój drogi. Przyszłam ci pomóc.
Delikatny i słodki uśmieszek nie schodził z jej ust. Głos nie był nieprzyjemny. Był uroczy i dziecinny, a zarazem przekonujący. 
Jednak to usłyszał i zobaczył tylko Francja. Za to Anglia coś całkiem innego.
Wredny uśmieszek i chichot.
-Arthurze, jestem osobą której powinieneś się bać najbardziej na świecie zaraz po samym Mephistophelesie. Jestem bólem i śmiercią, która kiedyś cie odwiedzi i będzie ci towarzyszyć w grobie. Jestem demonem, upadłym aniołem. Możesz się mnie obawiać bardziej niż śmierci.
Znowu spojrzała na niego, tyle że tym razem jej tęczówki przez chwile były rubinowo czerwone. 
Zaczął wiać delikatny wiatr. Zimny i dość nieprzyjemny, a niebo zaszło burzowymi chmurami.

// A ja przepraszam, że takie krótkie ale całkowity brak weny ;-;
Powrót do góry Go down
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   Pią Lip 19, 2013 8:58 pm

Liczył na to, że zakończy konwersację z Anglikiem w tej sprawie jak najszybciej. Jednak ta mała istota skutecznie zachwiała jego nadzieję pojawiając się w tym momencie przed nimi.
- Merde nie porzuciłem jej! Wydaje mi się to po prostu lepszym wyjściem niż to co mi proponujesz. - mruknął niezadowolony w stronę Arthura, dalej wpatrując się z pewnym zafascynowaniem w dziewczynę. Wyglądała niesamowicie uroczo i cholernie delikatnie, niczym porcelanowa laleczka. Francis w tej chwili mógłby poręczyć za to iż taka mała kruszynka nie dałaby rady aż tak krzywdzić Kirklanda. Przecież to było takie nieprawdopodobne. W tej chwili jego towarzysz przestawał być ważny.
To co się z nim działo, nawet niepokojące dźwięki z jego strony zdawały się zanikać wcześniej niż się pojawił. Gdzieś do jego podświadomości docierało, iż nie powinien na nią patrzeć, nie powinien jej słuchać a pomóc Arthurowi. Jednak to co do niego docierało zalewała fala uśpionej przez wieki chęci zemsty. Teraz wreszcie miał szansę z pomocą tej małej dziewczynki. Ale czy ona była w stanie wymazać Anglię z mapy do końca istnienia tego świata? Taka zemsta za wszystkie lata zniewagi byłaby nadzwyczaj słodka. Ale przecież nie dokonałby tego sam... A tylko na tym zależało mu by ową zemstę wprowadzić życie. To on sam musiał pozbawić Anglika ostatniego oddechu, nikt inny. 
Mimo iż w środku chciał zwrócić swoje spojrzenie w innym kierunku, coś stanowczo zabraniało mu odwrócić od niej wzrok. Czarowała go nie tylko oczami, ale i całą swą osobowością.
-  Pomóc w taki sposób? Braciszek dałby sobie radę sam - odpowiedział spokojnie siłą woli wciąż starając się na nią nie patrzeć, kątem oka zerknął na Anglika. Ten nie wyglądał za dobrze.
- Zostaw go petite. Poradzimy sobie sami. Mogłabyś go zostawić..? Mamy pewne sprawy do rozwiązania. – starał się jakoś spokojnie odwieść ją od Anglika. Sam nie miał zbytnio doświadczenia z takimi istotami i zupełnie nie wiedział jak zareagować, zwłaszcza iż zdawał sobie sprawę że w pojedynku z nią i jej umiejętnościami jest całkowicie bezbronny. Trzeba było wymyślić coś szybko. Coś co przyniosłoby upragnione efekty. Doprawdy, jak Arthur chciał stworzyć trzecią neutralną stronę i wygrać kiedy nie wiedzieli jak poradzić sobie ze zwykłym demonem?
- Sam wykończę go w odpowiednim momencie tak, że Mephisto będzie zadowolony o wiele bardziej ze mnie niż twoich tortur... - teraz pozostawało grać na czas i szybko pozbyć się demona. Mimo iż sam w najbliższej chwili nie zamierzał robić nic Anglikowi, nie sam sobie nie gwarantował, iż kiedyś mu się nie odpłaci.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Misja: "Najlepsi Wrogowie"   

Powrót do góry Go down
 

Misja: "Najlepsi Wrogowie"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Misja #8 | Ucieczka z KOLCa | Zapowiedź {odroczona w czasie}
» Warframe
» Verter [Misja Policji Magicznej]
» Misja#1 Kora La Muerte
» Stary wampir i jeszcze starsi wrogowie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dark Hetalia ::  :: MUZEUM NASZYCH MYŚLI-