Jeśli się nie boisz... Zapraszam w środek zimnego ognia.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Czarnobyl: Reaktor strachu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mephisto
Siewca chaosu
avatar

Liczba postów : 47
Join date : 21/08/2012

PisanieTemat: Czarnobyl: Reaktor strachu   Sro Lip 31, 2013 12:15 am

[You must be registered and logged in to see this image.]



Czarnobyl, miasto położone w obwodzie kijowskim znajduje się nad ujściem rzeki Usz do Prypeci. Znana swego czasu z oddalonej o 18 km elektrowni jądrowej w, której wydarzyła się jedna z największych katastrów ekologicznych! 
26 kwietnia 1986 roku doszło do częściowego stopienia rdzenia reaktora i chemicznego wybuchu wodoru, powstałego w wyniku źle przeprowadzonego testu bezpieczeństwa. Została więc zerwana obudowa reaktora i budynek w, którym się mieścił. Radioaktywne opary uranu i grafitu dostały się do atmosfery. Cała ludność w promieniu 30 km od reaktora musiała zostać ewakuowana. Kilkadziesiąt osób zmarło, ponad dwieście zachorowało na chorobę popromienną. Strefa Zony nie jest teraz łatwo dostępna, szczególnie kontrolowana przez naukowców i służby mundurowe, w końcu promieniowanie jest tu zbyt mocne by móc normalnie żyć, nie znaczy to jednak że jest zupełnie opuszczone...

Wasza determinacja by tu przyjechać była jednak większa (a raczej chęć zarobienia na was waszego przewoźnika). W końcu nikt normalny nie pchałby się w takie miejsce jak to, kto wie z czym jeszcze przyjdzie wam się zmierzyć! 
Miejsce w, które się wybieracie jest niebezpieczne i wyludnione, naprawdę nie wiecie kiedy i gdzie można się natchnąć na wesoło hasające dzikie zwierzęta. Pierwsze schody zaczęły się jednak podczas przekraczania granicy Zony, krnąbrna Ukraińska kontrola nie miała zamiaru wpuścić was "podekscytowanych turystów" do opuszczonego miasta. W pewnym momencie byliście wręcz pewni, że nic z tego waszego wyjazdu nie wyjdzie i tyle jazdy, obiecywania i starań na nic. Uri jednak (wasz przesympatyczny, supersilny i wszystko wiedzący przewodnik po Zonie) nie zamierzał dać się tak łatwo zbyć kontroli. Szybko postanowił, że obierzecie nieco inną (i mniej wygodną) trasę przez las, poniekąd już tam często bywał i te okolice znał przysłowiowo jak "własną kieszeń". Wsiedliście więc ponownie do samochodu terenowego, oczywiście (niezbyt nowoczesnego jak na obecne czasy) i pojechaliście w las. Samochodem mocno trzęsło (współczujemy tym co mają chorobę lokomocyjną) w końcu przejechaliście dobre kilkanaście kilometrów w głąb lasu dookoła jednak nie było nawet żywego ducha, było głucho i powiewał chłodny wiatr. Dobliście już do strefy, naprawdę od tego czasu nie wiele się zmieniło. Uri zatrzymał samochód niedaleko Czarnobyla, mogliście wreszcie wysiąść i rozprostować kości w końcu kilka dobrych godzin tu jeszcze pobędziecie. Gotowi na przygodę waszego życia?


Uri zrobił kilka kroków przed siebie, zamyślił się nieco i wyciągnął wskaźnik sprawdzając stężenie nuklearne w miejscu w, którym się znajdowali. Natężenie w tej okolicy bywało dość wysokie w miarę w normie, pozwalało jednak na to by przebywać w tym miejscu dobre kilka godzin i za bardzo się napromieniować. Mentalnie zadowolony ze swoich poczynań schował miernik i spojrzał w kierunku grupy:
-Witajcie w Zonie! -rzekł na początek z mętnym ukraińskim akcentem:
-Za pewne o tej okolicy już słyszeliście. Za sprawą wybuchu reaktora Czarnobyl stał się miastem duchów z chwilą wybuchu reaktora w roku 1986. Nie spotkacie tu nikogo w promieniu 30 kilometrów, no może jakąś dziką zwierzynę... -mówił bez większego podekscytowania:
-Koło was Prypeć -wskazał na rzekę wyjątkowo mętną przepływającą przez tę cześć lasu:
-Niestety nie nadaje się do łowienia ryb bo już dawno wszystkie wymarły przez zbyt silne promieniowanie. Kąpać też się nie radzę! -zażartował sobie dając wam jeszcze trochę czasu na zastanowienia. Zrobił kilka kroków przed siebie i rozejrzał się lepiej po lesie.


-------------------
[Uczestnicy: Anglia, Australia, Francja, Irlandia, Litwa, Niemcy, Svalbard.]
[Kolejność odpisów dowolna!]
[Kolejka kończy się z chwilą odpisu ostatniego uczestnika i kolejnym postem MG]
[Osoba przetrzymująca kolejkę dłużej niż 7 dni po rozpoczęciu głównej akcji może zostać uśmiercona przez MG!]
[Postaci wykluczone lub zabite kończą rozgrywkę.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Litwa
Dowódca sekcji
Dowódca sekcji
avatar

Liczba postów : 340
Join date : 12/11/2012
Stolica : Vilnius

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Sro Lip 31, 2013 3:21 am

Nie do końca wiedział, po co się na to wszystko pisał... Może chciał coś komuś udowodnić... Może jedynie udowodnić coś samemu sobie... Udowodnić, że ma w sobie siłę, że ma odwagę, by przekroczyć nieprzekraczalne granice, by otworzyć ostatnie zamknięte drzwi, nieważne, że te, prowadzące ku piekłu. Rozglądał się po pustym miejscu niczym po ostatnim kręgu piekielnym. Śmierć wciąż rozpościerała swe ramiona tuląc to miejsce mocno do swej piersi, jej zapach wciskał się w nozdrza młodzieńca. Wręcz czuł oddech przeznaczenia na swej szyi, jakby Kostucha wciąż krążyła po okolicy, jej perfumami było promieniowanie, jeśli je poczułeś - mogła Cię złapać, byłeś zbyt blisko swego własnego grobu. Chłopak ruszył kilka kroków do przodu, by zajrzeć głębiej w las. Nie chciał na nikim polegać, nie chciał być jedynie marionetką w czyichś rękach, zdaną na jego łaskę czy niełaskę. Ruszył przed siebie sam, by nikt nie złapał jego dłoni, nie pociągnął go ku zatraceniu. Nie wiedział, że sam właśnie przekracza granicę Gehenny, kierując się ku czeluściom piekieł, pełnych demonów i strachów. Lecz czy on niedawno nie wyszedł z gorszego piekła? Teraz on sam był tym, którego dusza była splamiona. Jednak nie czuł się w żaden sposób winny. Wolał wolność nazywaną potępieniem niż błogosławieństwo dane przez wbicie miecza w pierś. Zastanawiał się czy w tym lesie wciąż rosną kwiaty, czy wciąż dojrzewają owoce. Ruszył ku wnętrzu otchłani zatracenia, by ujrzeć to, co nie miało prawa przetrwać tam, gdzie dyszała oparami dawnej katastrofy.

_________________
Kai triukšmas virsta tyla
Geriu rasą iš tavo delnų
Kai sniegą skandina tamsa
Nedrąsiai pakylu ir išeinu


Negrįšiu. Kaip žmonės negrįžta
Kaip triukšmas rūke vandeniu virsta
Išeisiu. Kaip žmonės išeina
Kaip garsas palieka pamirštą dainą


Kartais, kai noriu sudegt
Man neleidžia tavo dangus
Kartais, kai noriu kalbėt
Žodžius nuplauna lietus


Kiedy hałas staje się ciszą
Pije rosę z Twoich dłoni
Gdy śnieg topi ciemność
Nieśmiało podnoszę się i wychodzę

Nie wrócę, jak ludzie nie wracają
Jak hałas we mgle wodą się staje

Wyjdę, jak ludzie wychodzą
Jak dźwięk pozostawia zapomnianą piosenkę

Czasami, gdy chcę spłonąć
Nie pozwala mi Twoje niebo
Czasem, gdy chcę rozmawiać
Słowa zmywa deszcz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://hetalia-bad-trio.blogspot.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Sro Lip 31, 2013 11:36 am

Podróż do najprzyjemniejszych nie należała. W zasadzie, w ogóle nie była przyjemna. A jeszcze ta kontrola... Nie przepuścić ich! Jego! Ph! Też coś. Żeby oni wiedzieli z kim mają do czynienia... Przez moment miał ochotę wyrżnąć nierozgarniętych Ukraińców w pień i po prostu przejść po ich trupach do Zony. To by było bardzo w jego stylu. Jednak nie był sam i nie mógł pozwalać sobie na taką samowolkę mając za plecami ludzi, którzy w każdej chwili gotowi byli wbić mu nóż w plecy. Nie wątpił, że wystarczy bezpodstawne morderstwo na ich oczach, by przestali go tolerować. A przynajmniej nie pozwalał sobie na zbytnią utratę czujności, może nieco już zachowując się jak paranoik.
Ale gdyby nie ta niezbyt groźna paranoja powiązana z wieczną obserwacją otoczenia i zważaniem na każdy ruch, pewnie przez całą drogę nie usiedziałby spokojnie. Można rzec, że zajmował głowę myślami o czymś innym niż o Zonie.
Miejsce katastrofy, miejsce przesiąknięte śmiercią, zamknięte, odizolowane, niebezpieczne! Gdzie spotka się wszystko to, co nie ma prawa żyć, a powstało dzięki mutacji i jakimś cudem nie zdechło. Tak, to wspaniałe miejsce dla niego. Lepszych chyba nie ma.
Wyskoczył z auta i przeciągnął się, wdychając zanieczyszczone powietrze. Stawy zatrzeszczały, mięśnie zaprotestowały przed nagłym ruchem, a płuca wypełniły się oparami znad brudnej rzeki i gnijącego runa z nutką radioaktywnych cząstek, wszystko zaś współgrało z subtelnym aromatem śmierci w męczarniach.
Jakiż to wspaniały zapach!
Nieświadomie otworzył szerzej oczy i uśmiechnął się, rozglądając. Już tak blisko! Tak blisko!
Był teraz niczym więcej nad rozentuzjazmowanego dzieciaka, który wciąż stara się ukryć radość i podniecenie pod maską obojętności. Dość nieudolnie, że pozwolę sobie ocenić. Już nawet fakt, że ktokolwiek może być do niego nieprzychylnie nastawiony stracił na znaczeniu. Z tej radości niewiele myśląc ruszył przed siebie chcąc obejrzeć las i znaleźć się na miejscu jak najszybciej. Jeszcze trochę a zacząłby podskakiwać... Na szczęście zdążył opanować się na tyle, by tego nie robić.
Powrót do góry Go down
Irlandia
Kandydat
Kandydat


Liczba postów : 8
Join date : 14/06/2013
Age : 101
Stolica : Dublin

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Sro Lip 31, 2013 12:24 pm

Powoli sycił swój spragniony, niezaspokojony ciekawością wzrok widokiem okaleczonego lasu. Mimo że nie oczekiwał rozwiniętej fauny, czuł się nieco nienaturalnie w takim cichym, wymarłym miejscu, które śmiało nosić nazwę "łona natury".
Cisza. Przytłaczająca... cisza.
Pozorując zainteresowanie słowami przewodnika, rytmicznie potakiwał głową i wodził spojrzeniem za wskazywanymi przez niego miejscami. Myślami odpływał jednak zupełnie gdzie indziej...
Dwudziesty czwarty kwietnia. Chwalebna śmierć tysięcy irlandzkich powstańców.
Dwudziesty szósty kwietnia, dokładnie siedemdziesiąt lat później. Śmierć pracowników elektrowni, mutacje genetyczne nienarodzonych dzieci, skażenie środowiska. Zniszczenie wspaniałego ekosystemu.
Czarnobyl. Miejsce, o którym tak huczało w mediach ledwie trzydzieści lat temu, miejsce osławione aurą śmierci i zniszczenia, miejsce, w którym za drobny błąd przyszło zapłacić życiem tak wielu pokoleń, zarówno ludzkich, jak i zwierzęcych, minionych i tych, której jeszcze nie zasmakowały pierwszego oddechu.
Uśmiechnął się promiennie, napełniając zielone tęczówki błyskiem niczym niezmąconej radości. Ta chwila była wprost magiczna.
Serce załomotało mu w piersi na myśl o setkach, tysiącach niewinnych ofiar tej nic nieznaczącej, pozornie błahej pomyłki.
Zawsze pragnął tutaj przyjechać, ale nigdy jakoś nie miał okazji. Teraz jednak, gdy ta wprost zakołatała do jego drzwi, grożąc ich wyważeniem, łaskawie zgodził się wziąć urlop i złapać pierwszy samolot do Ukrainy.
Dlaczego chciał odwiedzić to skażone, od dawna nietknięte ludzką stopą terytorium, któremu niepodzielnie królowała Ponura Żniwiarka? Co go tak przyciągało do tej drżącego wołaniem okaleczonych dusz atmosfery? Obraz przesyconej krwią melancholii bardziej przerażał go i fascynował równocześnie, niż satysfakcjonował czy uszczęśliwiał.
Nie był psychopatą.
Przymknął powieki, wciągając do płuc cuchnące odorem bólu i cierpienia powietrze. Czarnobyl prezentował się dokładnie tak, jak Irlandia się tego spodziewał. Cichy, wyludniony, odpychający mroczną i tajemniczą aurą śmierci. Pomimo narastającej ekscytacji, Ryan poczuł pełznące po jego karku lodowate macki dreszczu. Coś zdecydowanie wisiało w powietrzu.
Tylko co to mogło być?
Wyczuł ruch za swoimi plecami. Czyżby jego towarzysze przymierzali się do zwiedzania mogiły pracowników reaktora? Czy tylko w jego umyśle z bezlitosnym uporem kołatało się postanowienie zostania tu, właśnie w tym konkretnym miejscu? Czy tylko on miał zamiar sterczeć jak słup soli?
Dlaczego?
Nie mógł przecież stchórzyć przy Anglii.
Stchórzyć? Czy aby na pewno był to lęk? Czego mógł bać się tu, na tym pustkowiu? Duchy nie mogły mu nic zrobić. Były tylko mglistym wspomnieniem czegoś cielesnego, niematerialną, bezwolną cząstką - o ile, rzecz jasna, w ogóle istniały. Strach?...
Coś zdecydowanie niepokoiło go w tej okolicy, jednak wciąż nie potrafił określić, czym było. Potarł kciukiem czoło, by zmobilizować otępiały mózg do pracy. Żeby też nie potrafił nawet określić, co czuje...
Uklęknął na ziemi, gładząc palcami pożółkłą, zmarniałą trawę. Naraz poczuł wielką ochotę, by w jakikolwiek sposób ożywić ją, przywrócić jej dawną barwę i wytrzymałość, zatroszczyć się o każdą obecną tu roślinkę i wskrzesić ten świat.
Ludzie? Ludzie obchodzili go znacznie mniej. Natura zachwycała swą pięknością, prostotą, łagodnością, ludzie potrafili tylko ją deptać i plugawić. Ludzie nie rozumieli potrzeb innych. Ludziom brakowało empatii.
Zniszczyli to wszystko.
Zsunął z ramion plecak i otworzył go, wyciągając zeń półlitrową butelkę wody mineralnej. Marnotrawstwo? Kilka kropelek życiodajnego płynu nie zaszkodzi.
Skropił rośliny znajdujące się najbliżej rzeki, by mogły dostać chociaż trochę czystego, nieskażonego radioaktywnymi odpadami napoju. Chociaż tyle.
Z drugiej strony, ten wypad mógłby zaszkodzić także jemu. Promieniotwórczość na dłuższą metę nikomu nie mogła służyć w sposób pozytywny. A zresztą...
Podniósł się, by jeszcze raz ogarnąć wzrokiem zmizerniałą przestrzeń lasu.
Chciał wiedzieć, jaka siła go tu sprowadziła.
Chciał wiedzieć, po co tutaj przyjechał.
Chciał wiedzieć, skąd ta mieszanka dziwnych, dotychczas nieznanych mu uczuć, których nie potrafił w jednoznaczny sposób zinterpretować.
Chciał zrozumieć.
Zaśmiał się cicho i postąpił kilka kroków do przodu. Był gotów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Australia
Kandydat
Kandydat
avatar

Liczba postów : 6
Join date : 08/07/2013
Stolica : Canberra

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Sro Lip 31, 2013 4:10 pm

Uważnie lustrował zaniepokojonym spojrzeniem opuszczające pojazd postaci. Czas jakby stanął w miejscu, a on sam znieruchomiał. Delikatnie pogładził sierść koali, który z zaciekawieniem wystawił niewielką główkę poza jego plecak.
 - Spokojnie, Nemu-sona Hito - mruknął. 
Mięciutkie futerko uspokoiło jego zmysły i dało złudne poczucie spokoju oraz bezpieczeństwa. Powoli odsunął na bok czerwoną zasłonę, za którą przez dłuższą część jazdy kryło się okno. Jakże nieprzyjemnej jazdy... No cóż, nie miał zamiaru narzekać. Z zaciekawieniem objął wzrokiem to okryte niechlubną sławą miejsce. Dotknął opuszkami palców szybę. Czarnobyl.
Założył plecak i sprężystym krokiem wysiadł z busa. Powietrze było ciężkie, przyprawiające o duszności i mdłości. Cuchnęło... śmiercią. Tak, śmiercią, pustką i niebezpieczeństwem. Co go właściwie podkusiło by zamiast słonecznej plaży czy pięknych gór wyjechać do najstraszniejszego zakątka Ukrainy?
Oczyma wyobraźni widział panikę ludzi. Z trudem powstrzymał cisnące się do oczu łzy. Nienawidził cierpienia innych. 
Jeszcze raz zerknął w stronę busa i przewertował słowa wypowiedziane przez przewodnika. Szczególnie zapamiętał wzmiankę o przepływającej nieopodal rzece Prypeć. Zbliżył się do niej na bezpieczną odległość i z niesmakiem odwrócił głowę. Okropieństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Czw Sie 01, 2013 6:06 am

Jak to mówił swego czasu pewien francuski pisarz: „ Co nie jest jasne nie jest francuskie”. Owe stwierdzenie doskonale odzwierciedlało ciekawość Francuza. Dużo było rzeczy, o których Francis nie wiedział. A jak to sam twierdził niewiedza była jedną z najgorszych rzeczy jakie mogły go spotkać. Dlatego Bonnefoy zawsze starał się wiedzieć o wszystkim tyle ile było możliwe. Sprawa Czarnobyla była jednak na tyle zamglona i nie jasna, że bez wahania zgodził się na wyjazd do Prypeci. Sprawa wybuchu elektrowni atomowej wciąż była świeża. W końcu nie minęło od tego czasu nawet trzydzieści lat. O całej katastrofie, także dowiedzieli się w dość dziwny sposób. Nie dość, że rząd radziecki, do którego należały wtedy tereny Ukrainy zawiadomił ich dopiero kilka dni po wybuchu, to prawdopodobnie gdyby nie zaniepokojona Szwecja, u której poziom promieniowania gwałtownie się powiększył dowiedzieliby się może i kilka lat później. Sam nie orientował się zbytnio w historii tego miejsca, jedynie tyle ile pamiętał z tego okresu, gdy tragedia wyszła na jaw.
Swoją drogą, wschód zawsze pozostawał dla mężczyzny niezrozumiały. Przykładem było to jak można było jeść zepsutą żywność? Jak w ogóle można było psuć ją specjalnie, żeby później jeść ze smakiem? To tylko jedna z wielu rzeczy, której Bonnefoy nie rozumiał i która z pewnością nie była francuska. W dodatku akcent ich przewodnika zmieszany z tak okropnym językiem jak angielski był naprawdę zabawny. Francis rozumiał wszystko, bądź co bądź przez tyle wieków musiał przyswoić mowę swojego wroga, co zrobił z naprawdę wielką niechęcią. Dzisiaj nawet nie starał się przyznawać, że całkiem dobrze się nią posługuje.
To było do niego niepodobne. Przecież kraj miłości zawsze obracał się tylko w okół tego co odznaczało się pięknem, co więc robił w takim miejscu jak to? Nie tylko wyżej wspominana ciekawość sprowadziła go do Czarnobyla, było coś jeszcze. Może i w takiej ruinie potrafił znaleźć swego rodzaju urok? Prypeć to miał, tajemnicę i dziwną atmosferę, a dla artysty takie miejsce wystarczyło, by tworzyć później niesamowite dzieła. Co prawda takie miejsca były dość przerażające, jednakże jeśli w okół miało się kilka zaprzyjaźnionych nacji cóż mogło się stać? Wyniszczone budynki, mętna rzeka, szumiący las i specyficzny zapach. W koło słychać było ty odgłosy przyrody. Jakby natura znów całkowicie odzyskała to miejsce.
Kiedy straż nie wpuściła ich głównym wejściem poczuł się jeszcze bardziej nieswojo, a i nie mały zawód go ogarnął. Stracić takie miejsce na znalezienie weny. Jednak jakimś cudem Uri’emu udało się dowieść ich do zakazanej strefy. Cały czas uważnie patrzył w okno, szukając czegoś interesującego co mógłby później opisać bądź namalować. Miejsce, w którym teraz się zatrzymali z pozoru wyglądało na zwyczajne. Las, rzeka nie było w tym nic nadzwyczajnego, jedynie ta cisza i nienaturalny spokój był nieco przerażający. Nie zamierzał oddalać się zbytnio od samochodu, zwłaszcza iż obecne otoczenie nie wywołało w nim żadnych pożądanych uczuć. Wraz z zamilknięciem przewodnika zerknął po towarzyszach, żaden z nich nie raczył się odezwać. Może to miejsce tak na nich oddziaływało? Sam z jeszcze większą dokładnością zaczął przyglądać się miejscu.


_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Czw Sie 01, 2013 4:34 pm

Zastanawiał się po co z nimi przyjechał. Warunki jak na wycieczkę nie były za bardzo ekskluzywne, wręcz przeciwnie ledwo znośne. Nie to żeby był specjalnie wybredny jedynie konfrontował to z wydanymi na wycieczkę pieniędzmi. Naprawdę nie wiedział co go skusiło by się w takim towarzystwie jak to wybrać wprost w ukraiński "busz". W dalszym ciągu jednak miał sobie na to pytanie odpowiedzieć. Na pewno nie dla zabawy. Co jak co jakoś nie specjalnie spodziewał się jej w takim miejscu jak to. Gadka przewodnika także jakoś nie szczególnie go rozbawiła. Zilustrował jedynie wzrokiem jego poczynania.
A to podstawowa rzecz by nie mógł sobie odpocząć ani czuć się miarę komfortowo.  Myślał raczej o tym jak o eskapadzie, będzie trzymał się z nimi jak przyszło na grupę ale z boku z bezpiecznej odległości obserwatora. Milczał przez całą drogę przez las zaglądając się po okolicy, nic nie przykuło jednak jego uwagi. Było niezmiernie cicho - żadnych ptaków i odgłosów życia. Wręcz nienaturalnie.
To wymarłe miejsce miało w sobie coś upiornego samo w sobie. Jako, że czytał co się tutaj stało nie dziwił się wręcz dlaczego zostało tak szybko opuszczone. Chyba nikt normalny nie mieszkałby w takim miejscu po katastrofie nuklearnej.
Czuł niechęć do tego miejsca jakiś wewnętrzny niepokój jednak to wszystko zachowywał dla siebie.
Wychodząc z samochodu nie okazywał entuzjazmu z chęcią jednak postanowił się lepiej rozejrzeć po okolicy. Podszedł do rzeki i nie zachęcony przemową Ukraińca spojrzał w taflę. Przez chwilę obserwował znudzonym wzrokiem zanieczyszczaną wodę, w pewnej chwili był jednak pewny, że się tam coś poruszyło.
Nie to niemożliwe, przecież środowisko jest za bardzo zanieczyszczone, pomyślał sobie odsuwając od myśli wrażenie niepokoju. To głupie.
Powrót do góry Go down
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Pią Sie 02, 2013 9:08 pm

Anglia był tym elementem, który nie pasował do grupy.
No dobrze, po prawdzie tych elementów było więcej i to raczej grupa nie pasowała do nich, ale nie miało to znaczenia. Liczył się fakt, że Arthur nie był do końca pewny, co właściwie tu robi. Oczywiście lubił zwiedzać, turystyka (może rzadka, z braku czasu czy wrodzonego pracoholizmu) nigdy mu nie wadziła, wręcz przeciwnie. Jednak… Wyludnione miasto nie było tym, co szczególnie go fascynowało. Nawiedzone zamki, historyczne cmentarze, stare lasy… Miejsca, w których czuł magię, były mu szczególnie bliskie, ale los chciał, że Ukraina do zaoferowania miała to. Czarnobyl. Miejsce, które przypominało wszystkim zgromadzonym, jak niebezpieczne bywa obcowanie z energią atomową. Anglia doprawdy żałował, że Ameryka był zbyt leniwy, żeby przyjechać. Może czegoś by się nauczył, choć znając młode państwo… Nie, to byłaby złudna nadzieja.
Arthur miał też niejasne wrażenie, że jest jedyną osobą, która na tą tragedię patrzy w sposób racjonalny biernego obserwatora.
To tylko opuszczone miasto. Z bardzo silnym wskaźnikiem napromieniowania, zauważył w myślach, obserwując zmieniające się za szybą widoki.
Nie optował za łamaniem zakazu. Może dlatego, że nie zależało mu na tej wycieczce. Mógł przecież zostać w pokoju hotelowym, zaparzyć herbatę, wyciągnąć książkę… Ale zamiast tego wyruszył z nimi. Po co? Dlaczego? Ha, chciałby to wiedzieć. Oprócz Australii nie widział przyjaznych twarzy. Nawet jeśli Niemcy szanował, na Litwę nie zwracał uwagi, a Svalbarda znał piąte przez dziesiąte, to obecność Irlandii i Francji skutecznie mąciły jego spokój. Nie wierzył w to, że będą trzymać język za zębami.
Nie, raczej miał pewność, że tego nie zrobią.
Musiałbym być naiwny, żeby sądzić inaczej.
Westchnął. W tym samym momencie podskoczyli na ostatnim wyboju i samochód zatrzymał się nagle. Pożółkła trawa ugięła się pod jego stopami, gdy wyszedł za pozostałymi. Przez chwilę obserwował otaczające go, pochylające się ku ziemi drzewa spojrzeniem bez wyrazu. Nie zwrócił uwagi na zanieczyszczoną rzekę czy gadatliwego przewodnika. Zamiast tego odetchnął cicho i przymknął oczy – na sekundę, może dwie.
Cisza.
Nawet jeśli kiedyś w tym miejscu istniały resztki pierwotnej magii, umarły wraz z mieszkańcami. Nie pozostało tu teraz nic innego jak śmierć, która ciążyła w powietrzu, niemalże namacalna. Jakby dla upewnienia się Arthur wyciągnął przed siebie rękę, ale gdy zorientował się, co robi, schował ją szybko do kieszeni płaszcza i odchrząknął.
Głupoty…
Obrócił się w stronę Ukraińca i ruszył za nim. Skoro się tutaj pofatygował, równie dobrze mógł faktycznie zwiedzić miejsce, które zdążyło w tak krótkim czasie obrosnąć legendą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mephisto
Siewca chaosu
avatar

Liczba postów : 47
Join date : 21/08/2012

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Nie Sie 04, 2013 11:30 pm

Każde z was inaczej odebrało przyjazd do strefy Zony. W końcu deszcz anomalii wisiał w powietrzu. Mimo skrajnego entuzjazmu co do niektórych, strachu i niechęci nie zamierzaliście teraz zrezygnować. W końcu nikt z was nie ma zamiaru stchórzyć. Kto by się bał miasta duchów skoro ono było zupełnie opustoszałe?
Nie straszne wam dzikie zwierzęta, w końcu w takiej grupie ze wszystkim sobie poradzicie! A z pomocą przewodnika szybko dotrzecie do celu.

Uri zilustrował was przenikliwym wzrokiem, chyba chciał wzbudzić miedzy wami jakieś konkretne emocje. Choć tak na prawdę zaczął się zastanawiać z jaką to bandą będzie miał do czynienia podczas wycieczki do Czarnobyla.Wyraźnie zignorował niepokój Litwina i Irlandczyka. Czyżby słabe ogniwo w grupie? Bardziej skoncentrował się na koali, którą Australia trzymał w plecaku. Ledwo powstrzymał dziwienie a nawet gromki śmiech. No cóż nie pomyślał by ktokolwiek podczas jego "wycieczek" sprowadzał zwierzęta do strefy Zony. Kto by pomyślał, że będzie oprowadzał po ukraińskim "raju" tak egzotycznych gości. Spojrzał jeszcze po nim uważnie i nim ruszył z miejsca zwrócił się do Australii:
-Niech pan lepiej uważa na zwierzaczka. Bo może paść pożywieniem dla głodnych zwierząt w strefie Zony. Wątpię by zrezygnowały z tak egzotycznego przysmaku -mruknął tylko pół żartem, jednak nic nie wspominał na temat wpływu oparów na organizm zwierząt bo w końcu kilka godzin w tym miejscu jeszcze nie zmutuje koali.
-Czas więc na wycieczkę! -oznajmił pozytywnym tonem. Nie czekając na odpowiedzi i kolejne niepokoje co niektórych ruszył przed siebie.
Gdzie? W stronę miasta, dobrze znał to miejsce i wrażenia na nim nie robiły walające się wszędzie zastygłe, porzucone przedmioty ludzkiej egzystencji. Postanowił, że na początek zaprowadzi ich w miejsce, które mogło by przywołać stare wspomnienia z dzieciństwa - opuszczonym wesołym miasteczku.
Po kwadransie byliście już na miejscu po mimo względnego zachowania owych atrakcji, odpadające, okurzone i zardzewiałe elementy konstrukcji wyglądały upiornie. Silniejszy powiew wiatru bezwiednie i lekko poruszał niewielkimi elementami, cicho i głucho zgrzytając jakby niewidzialny duch wciąż tkwił w tych zaśniedziałych przedmiotach. Miejsce nie było może zbyt obszerne bo w końcu to tylko kilka podrzędnych karuzel i koło młyńskie jednak przestrzeń między wami wydawała się niesamowicie wielka.... i pusta. Uri był zupełnie beznamiętny, oprowadził was po parku aż w końcu zatrzymał się czkając aż każde z was obejrzy to miejsce (oczywiście jakby było co oglądać):
-Zwiedzać zaczęliśmy od wesołego miasteczka. Jak widać czas tutaj zatrzymał się w latach osiemdziesiątych i nadal poniekąd nie czuć różycy. Kiedyś ludzie bawili się tu w najlepsze. A teraz? To tylko kupa zardzewiałego złomu. -rzekł do was bawiąc się w najlepsze.
Mimo tego co mówił, Ukrainiec nie miał za grosz poczucia estetyki.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Litwa
Dowódca sekcji
Dowódca sekcji
avatar

Liczba postów : 340
Join date : 12/11/2012
Stolica : Vilnius

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Pon Sie 05, 2013 3:46 am

Nowe miejsce wydawało się być niczym żywcem wyrwane z koszmaru. Zapach stali, której czasy świetności minęły bezpowrotnie, drażnił nozdrza, wywoływał falę niepokoju. Młodzieniec niepewnie rozglądał się po terenie. Oczami wyobraźni widział jak dzieci dawnych czasów biegają w okół i śmieją się wesoło. Lecz chwilę później w swym umyśle ujrzał inną scenę... Jak te dzieci wybiegają stąd w popłochu, ciągnięte przez swych rodziców, którzy wiedzieli, że koniec sielanki jest bliski. Czy dzieci, które się tu bawiły wciąż żyją? Jak przebiegała ich egzystencja od dnia, w którym świat, jaki znały, zawalił się w swych posadach i zmienił całkowicie? Chłopak powoli podszedł do jednej  karuzel i dotknął jej delikatnie. Rdza osiadła na jego palcach, brudząc je swym rudym kolorem. Jakże tu musiało być pięknie, gdy to miejsce tętniło życiem! Rozglądał się powoli w okół siebie. Zastanawiał się, jakby to było, móc opiekować się małym człowieczkiem, który byłby szczęśliwy w miejscach takich jak to. Czy stawał się zbyt ckliwy? Możliwe. Czasem chciał żyć jak człowiek, ale wiedział, że musiałby wtedy umrzeć jak człowiek. Przywykł już do życia, które prawie puste jest od chorób, pełne obowiązków i nakazanych z góry emocji. Szef każe kochać, szef każe nienawidzić, szef się zmienia, zmienia się z nim całe życie. Czy to, co czuł było jego emocjami czy afektem ludzi? Gdzie było kłamstwo, a gdzie prawda? Teraz spoglądał na ten opustoszały plac, który dawniej rozbrzmiewał śmiechem dzieci. Czy on nie był taki sam? Pozbawiony dawnej potęgi, jedynie cień, pusta skorupa... Dla tego miejsca nie było już nadziei. Ale czy dla niego była? Co musiał zrobić, by jego serce nie stało się takie jak ta karuzela? Nie zatrzymało się, istniejąc bez celu i sensu. Westchnął głęboko, przyglądając się niebu. Czy i ono zmieniło się w tym miejscu? Było tak odległe, było wszędzie. Widział je ze swego domu, widział je stąd... Czy ci, których czas się skończył, mogli ujrzeć wszystko, co stracili? Kto teraz był stracony dla świata? Niespieszne przeszedł kilka kroków i spojrzał ku mężczyźnie ze zwierzątkiem. Jak bardzo nieodpowiedzialnym trzeba być, by narażać na niebezpieczeństwo niewinne istnienie?! Jednak, ludzie wciąż tak robią. Narażają innych z własnej nieświadomości, beztroski, głupoty, czasem dla zysku, korzyści, czasem z zemsty. Jednak ten mężczyzna wydawał się być kimś dobrym. Kimś, kto nie chciał narażać tego istnienia, a raczej chciał mieć je blisko swego serca. Chłopak postąpił kilka kroków ku mężczyźnie i jego zwierzęciu. Tylko ta jedna osoba wydawała się jeszcze wiedzieć, co to znaczy mieć dla kogo żyć. Choćby tym kimś było zwierzę.

_________________
Kai triukšmas virsta tyla
Geriu rasą iš tavo delnų
Kai sniegą skandina tamsa
Nedrąsiai pakylu ir išeinu


Negrįšiu. Kaip žmonės negrįžta
Kaip triukšmas rūke vandeniu virsta
Išeisiu. Kaip žmonės išeina
Kaip garsas palieka pamirštą dainą


Kartais, kai noriu sudegt
Man neleidžia tavo dangus
Kartais, kai noriu kalbėt
Žodžius nuplauna lietus


Kiedy hałas staje się ciszą
Pije rosę z Twoich dłoni
Gdy śnieg topi ciemność
Nieśmiało podnoszę się i wychodzę

Nie wrócę, jak ludzie nie wracają
Jak hałas we mgle wodą się staje

Wyjdę, jak ludzie wychodzą
Jak dźwięk pozostawia zapomnianą piosenkę

Czasami, gdy chcę spłonąć
Nie pozwala mi Twoje niebo
Czasem, gdy chcę rozmawiać
Słowa zmywa deszcz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://hetalia-bad-trio.blogspot.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Pon Sie 05, 2013 11:47 am

Po ostrzeżeniu Australijczyka, zwolnił nieco i nie mógł powstrzymać się przed przyjrzeniem się koali. Jakież interesujące stworzonko... Zwłaszcza zwrócił uwagę na palce i pyszczek. Zagryzł lekko wargę. Chciałby zobaczyć nieco dokładniej jak są zbudowane... Teraz jednak nie wypada. Może potem.
Słysząc o wycieczce, przyspieszył, idąc na równi z przewodnikiem, lecz nieco z boku. Jak samotnik podążający za nieswoją grupą. Niby do niej nie należy, lecz woli trzymać się blisko. Ciekaw był gdzie ich zabierze. Ciekaw był jakie mutacje po drodze zobaczą. Rozglądał się wobec tego, wodząc spojrzeniem po drzewach i lesie, nic jednak nie napotkali. Może potem... Liczył, że jednak coś interesującego tu znajdą. Poza, oczywiście, budynkami. Bo jeżeli zakończy się tylko na podziwianiu nijakich budowli, będzie bardzo niezadowolony.
Podobnie jak rozczarowany i niezadowolony był widząc wesołe miasteczko. Prychnął cicho, siłą rzeczy, przystając. Naprawdę? On kpi czy o drogę pyta? Posłał znudzone spojrzenie zardzewiałym konstrukcjom. Chyba o drogę pyta, bo widocznie nie wie gdzie ich prowadzić.
Jakoś na nim to miejsce nie wywarło wrażenia. Może i miało klimat, może i było na swój sposób urokliwe i pewnie w innych okolicznościach nie omieszkałby pomyszkować po nim, szukając ciekawych rzeczy.
Teraz jednak traktował je jak pusty zapełniacz na drodze do czegoś ciekawszego. Czegoś co chciał zobaczyć już, natychmiast.
Omiatał spojrzeniem zardzewiałe karuzele, obrosłe bluszczem i rdzą. Obserwował kolejki górskie pokryte pyłem i suchymi liśćmi. Zwrócił uwagę na zaśniedziałe strzelnice, gdzie pleśń z jakimś dziwnym mchem toczyła wojnę o miejsce. Całe to miasteczko było jednym wielkim polem walki martwej technologii z roślinnością. Natura usilnie próbowała odzyskać to, co należało niegdyś do niej, zaś zardzewiałe trupy maszynerii biernie poddawały się powolnemu pożeraniu przez zieleń.
Nikt nie słyszał metalicznych krzyków, nikt nie uświadczyłby zgrzytliwego jęku czy chrapliwego westchnięcia. Dawne, kolorowe instalacje pogodziły się ze swoim losem i umarły z godnością, godnością staruszka, który za sobą ma lata świetności, a czekał tylko na zimny pocałunek śmierci.
Co ciekawe, dla niego to miejsce wydawało się wesołe.
- Zmęczone ciała dawnych atrakcji umarły szczęśliwe - szepnął obojętnie, nieświadom, że na głos wyraża swoje myśli - Mogły wreszcie odpocząć i objąć żelaznymi ramionami swą matkę, naturę, której kiedyś zostały siłą wyrwane. Wydały ostatnie tchnienie z uśmiechem na ustach. - pokręcił lekko głową i spojrzał na przewodnika, marszcząc brwi w wyrazie poirytowania z marnowania czasu na głupoty.
- Długo będziemy oglądać takie nijakie obrazki?
Powrót do góry Go down
Australia
Kandydat
Kandydat
avatar

Liczba postów : 6
Join date : 08/07/2013
Stolica : Canberra

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Pon Sie 05, 2013 3:29 pm

Mężczyzna spłoną rumieńcem, czując na sobie spojrzenia obecnych. Dopiero dotarło do niego jak głupi był biorąc ze sobą ukochanego koalę. Dla pewności chwycił plecak w ramiona i mocno przycisnął go do piersi. Marny ratunek, ale co się stało to się nie odstanie. Pozostało mu jedynie modlić się by lokator jego lewej kieszeni, zwany również wężem nie zechciał zaczerpnąć świeżego powietrza. 
Objął spojrzeniem obmyte falą pustki i starości wesołe miasteczko. Kiedyś na pewno było wesołe. Zielone tęczówki uważnie obserwowały zardzewiałe od upływu czasu konstrukcje. W głowie Australijczyka trwała wojna rozgrywająca się pomiędzy ciekawością, a smutkiem i przerażeniem. Mimowolnie przełknął ślinę, podchodząc do pierwszej lepszej kolejki przeznaczonej dla najmłodszych. Poczuł pod powiekami szczypiące łzy, jednak nie pozwolił im ujrzeć światła dziennego. Zerknął kątem oka na niewielkie stanowisko, w którym zapewne niegdyś wymieniano losy na zabawki i inne tego typu gadżety. Półki wypełniała jedynie pustka, pomijając jedną laleczkę, której z trudem udało się wygrać bitwę z warunkami atmosferycznymi. 
Westchnął cicho i wbił spojrzenie w ziemię. Miał dość tego okropnego widoku, pustki i nękających jego skołatany umysł wizji przerażonych ludzi. Wszystko tutaj było tak dziwne i inne, a zarazem normalne. Jeśli miałby użyć jednego słowa do określenia miejscowości Czarnobyl, wybrałby nazwę dość powszechnej na całym świecie barwy. Szarość. Ogarnęło go dziwne uczucie... wręcz strach przed oddychaniem tutejszym powietrzem. Z powrotem uniósł głowę i spojrzał na przewodnika, próbując zamienić niepokój na głód nowych informacji odnośnie tego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irlandia
Kandydat
Kandydat


Liczba postów : 8
Join date : 14/06/2013
Age : 101
Stolica : Dublin

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Pon Sie 05, 2013 6:45 pm

Przymykając powieki, niespiesznie szedł naprzód, nie do końca pozwalając mijanym obrazom wniknąć do własnej świadomości. Oczyma wyobraźni pochłaniał widok radosnych, rozhasanych dzieci, kręcących się na diabelskim młynie i karuzelach. Chwilę później ów pejzaż został pochłonięty przez dziwną chmurę o dziwnych, jakby humanoidalnych kształtach. Chłopcy i dziewczynki w różnym wieku zgodnie piszczały i krzyczały w agonii, jak gdyby bezlitośnie roześmiany obłok zadawał im okrutne cierpienia. Rozwiawszy się, w całej swej okazałości odsłonił makabryczne sceny zmutowanych ciałek.
Martwych ciałek.
Martwych ciałek o niesamowitych zmianach anatomicznych, które można było dostrzec gołym okiem.
Małych, martwych ciałek, które nie zdążyły na dobre skosztować życia.
Gwałtownie uniósł powieki. Jak chora była jego imaginacja?! Skąd brały się takie myśli?
W obawie przed ciekawskimi spojrzeniami, przybrał na siebie maskę kamiennego spokoju. Wyglądałoby to całkiem przekonująco, jeśli pominąć fakt, że Irlandia rzadko kiedy zachowywał stuprocentową obojętność.
Do umysłu znów zaczęły wdzierać się niechciane wizje. Z trudem panując nad emocjami, blokował je na tyle, na ile potrafił. Poczuł wilgoć na koszulce.
Czy aż tak się denerwował?
Impuls wściekłości podsunął mu wyjaśnienie swojego obecnego stanu. Oczywiście, winić mógł tylko i wyłącznie tego bezwzględnego, znienawidzonego bękarta, który miał czelność iść w zbyt małej odległości od niego samego. To on zaszczepił w nim pragnienie zemsty, które nie mogąc znaleźć ujścia, napędzało jego wyobraźnię.
Co mógł teraz zrobić?
Włączenie się do rozmowy wydawało się najprostszą opcją - posiadało za to jeden, jedyny mankament. Irlandia tak skupił się na własnych myślach, że zupełnie przestał nadążać za rozmową.
- Wybaczcie, wyłączyłem się. - Zarejestrował, że z jego z nagła okraszonych uśmiechem ust wydobywają się słowa. - Coś przegapiłem?
Kątem oka dojrzał najwyraźniej speszonego Australię, toteż bez wahania podszedł bliżej niego. Co prawda daleki znajomy najwyraźniej chciał odnowienia więzi z własnym oprawcą, jednak niegdyś mieli wspólnego wroga. Czy to ich zbliżało do siebie?
Nieważne. Australia był chyba teraz osobą, której Ryan najbardziej ufał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Pią Sie 09, 2013 5:00 am

Uważnie rozglądał się po całym terenie chcąc zapamiętać jak najwięcej szczegółów. A nóż jeszcze się to przyda? Miał w końcu dość dobrą pamięć ejdetyczną. Chciał to poczuć, poznać wszystkie uczucia towarzyszące w tamtym momencie temu miastu.
Szok, który odczuwali tutejsi ludzie na wieść o wybuchu elektrowni. Strach o własne słowiańskie życia. Oraz niechęć, spowodowaną zostawieniem na pastwę losu wszystkiego czego się w do tej pory dorobili. Wbrew temu co sądziła większość, Czarnobyl nie był tylko martwym miastem. Miał on w sobie swego rodzaju piękno, które ukryte było gdzieś wewnątrz i wydobyte ponownie miało zostać dopiero za kilka wieków. Z czasem promieniowanie stawało się coraz mniejsze i o to miejsce, które natura odzyskała niedawno, człowiek jeszcze kiedyś się upomni.
Całkowicie pochłonięty atmosferą i szkaradną aurą miejsca przestał zwracać uwagę na przewodnika, dopóty ten nie zaczął prowadzić ich do miasta. Gdy dotarli na plac przed budynkami w oczy rzucił mu się w oczy słynny diabelski młyn, a raczej to co z niego zostało.
- To prawda, że przygotowywali się do festynu? - zagadnął przewodnika. Gdy oznajmił jednej ze swoich sąsiadek, że wybiera się w te rejony ta od razu zaczęła zasypywać go ciekawostkami dotyczącymi Czarnobyla. Jednakże mało z tego pamiętał i o to co zostało w jego pamięci na dłużej bądź było zniekształcone, wolał zapytać. W dodatku upiorna cisza, była dla tak rozgadanej osoby jak on zdecydowanie zbyt uciążliwa.
Słysząc Venstre, spojrzał na niego karcąco. Powinni dokładnie obejrzeć wszystko co mają wliczone w cenę wycieczki. A tym bardziej nie wskazane było poganiać przewodnika. Dziwił się jeszcze, że nikt do tej pory nie ciągnął Uri'ego za język. Czyżby jego towarzysze w ogóle nie mieli pytań? On sam miał kilka, jednak zależało mu na tym by zadać je we właściwym momencie. Mięli jeszcze kilka godzin na zwiedzanie, więc spokojnie starczy im czasu na wszystko, co do zaoferowania miało to miasto. Czuł się tu dość nieswojo, jednak starał się to uczucie stłamsić, przecież byli tu po to by się dobrze bawić, n'est-ce pas?

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Sob Sie 10, 2013 1:00 am

Przyszedł do wesołego miasteczka, które teraz było zwyczajnie ruiną. Rozejrzał się uważnie po okolicy i doszedł do wniosku, że nie ma co oglądać. Może to nie było nic cieszącego oczy jednak najzwyczajniej kupa złomu zaśmiecająca teraz naturalne środowisku.  
Nie miał pojęcia czego teraz to żelastwo powinno ich wprowadzić w klimat Czarnobyla. Najzwyczajniej na słowa przewodnika zareagować nijako. Jak zwykle emanował sceptycyzmem.
Skoro to jest ten pierwszy przystanek przy zwiedzaniu to gdzie wejdą potem?
Może zaprowadzi ich wprost do sarkofagu?
Mentalnie parsknął ironicznym śmiechem na opowiastki o wygłodniałych rzucających się na turystów zwierzętach i rzewne historie na temat tragedii jaka spotkała to miasto. Mimo iż nie było to zdecydowanie nic przyjemnego był pewny, że nic nie działo się bez przyczyny. Szczególnie gdy chodziło o ostrożność był zdecydowanie bardziej wyczulony, jednak niezbyt umiał zaakceptować nonsens. Ich atrakcje za pewne skończą się na kilku opuszczonych budynkach, bo w końcu co tu innego oglądać?
Wszystko było ruiną, opuszczoną i przestarzałą. Po co wiec tu poszli? Szukać przygody w zdeformowanym promieniowaniem świecie? Jakoś nigdy nie był ciekawy jak wyglądają zwierzęta ze strefy Zony. Może mają dwie głowy, sześć łap i trzy ogony?
Słyszał już o wielu rzeczach ale musiałby to zobaczyć na własne oczy. Teraz tylko pozostało mu zmierzać za przewodnikiem. Jakoś nie specjalnie przepadał za głupią gadką tego gościa. Szczególnie, że dał za ten wyjazd dobre kilkadziesiąt euro. Byle by cała ta oprowadza poszła sprawnie a nie tak jak odprawa, którą musieli minąć bo okazało się, że poniekąd nikt nie ma wstępu na strefę z niewiadomych przyczyn.
Gdzie się niby podziała ich rezerwacja z biura wycieczkowego? Najwyraźniej na Ukrainie przepadła wraz z pieniędzmi.
Powrót do góry Go down
Anglia
Piechur
Piechur
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Wto Sie 13, 2013 12:59 am

Spojrzał kątem oczu na Australię i westchnął lekko. Zdusił w zarodku chęć skomentowania tego na swój sposób. Byłby to wręcz ojcowskich odruch, do którego już od dawna nie miał prawa. To już nie byli jego podopieczni, młodsi bracia. Teraz pełnili funkcje samodzielnych państw, a on nadal czuł się za nich odpowiedzialny i był gotowy ich pouczać. Musiał zrobić coś z tym nawykiem. Kosztował go wiele, a w zamian nie otrzymywał niczego. Często nawet nie był słuchany, choć czuł się jak jedyny głos rozsądku w tym towarzystwie.
Szedł z tyłu, ale wciąż w grupie. Nie śpieszyło mu się do wkroczenia w objęcia martwego miasta, które pachniało śmiercią – zapachem ciężkim i przegniłym, wiszącym w powietrzu. Mimowolnie zmarszczył nos, gdy odór zaatakował ponownie zmysł węchu. Wyciągnął z kieszeni poszarzałą chusteczkę i przyłożył ją do nosa, krzywiąc się. Spojrzenie jadowitych oczu przesunęło się beznamiętnie po pozostałościach dawnego lunaparku. Podziwiał obrastającą metalowe szkielety zieleń, która pięła się w górę, chcąc objąć całość jak kochająca matka, albo wygłodniała bestia. Wzdrygnął się na to porównanie. Natura była jego nieodzowną częścią, ważnym elementem dzieciństwa, z którym czuł się związany na stałe. Tu jednak było coś niepokojącego, co czaiło się w ciemnym listowiu, pomiędzy drżącymi na wietrze gałązkami. Arthur nie czuł duszy tego miejsca. Była tylko śmierć jak stara przyjaciółka, idąca z nimi pod ramię przez ten plac zagłady.
 - Upiorne miejsce – wymamrotał mało entuzjastycznie, krzywiąc się. – Zmarłych powinno zostawić się w spokoju – dodał mimowolni.
Wiedział już, co w tym miejscu niemal dusiło go od środka. To były ofiary katastrofy. Zbłąkane dusze, które na zawsze pozostawiły swoją cząstkę w tym miejscu. Anglia znał się na tych istotach, sam przecież miał z nimi styczność. Wiedział także, że nie należy ich niepokoić, bo spotkać może człowieka kara gorsza od śmierci. Wystarczy przypomnieć sobie ofiary Krwawej Mary. Głupie dzieciaki, które myślą, że będzie to tylko dobra zabawa…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mephisto
Siewca chaosu
avatar

Liczba postów : 47
Join date : 21/08/2012

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Wto Sie 20, 2013 5:00 pm

Uri grzecznie poczekał aż każdy z was się lepiej rozejrzy. Jednak naprawdę mieliście racje, nie było co w tym miejscu oglądać. A przynajmniej "zwiedzać" przewodnik jednak zdawał się na to nie zwracać uwagi. Wczuł się w rolę i nie zamierzał się zniechęcać rozczarowaniem co niektórych. Pieniędzy oddawać nie zamierzał...
Uri zrobił jeszcze kilka kroków kręcąc się w miejscu jakby was obserwował czekał jedynie aż zaczniecie się dobrze bawić. W końcu już nie raz zdarzało mu się oprowadzać grupki turystów pstrykających sobie fotki na około. Takie to było pocieszne i naiwne...
Z toku myśli wybił go chyba głos Svala bo natychmiast postanowił ruszyć z dalszą częścią wycieczki:
-Nijakie? Przecież to cześć historii! Nigdy nie interesowały pana miejsca katastrof? -mruknął spoglądając w jego kierunku obronnym spojrzeniem.
Może to jednak nie byli tacy bezmyślni ludzie jak mu się wydawało.
Zignorował spojrzenia z niechęci i spojrzał na Francuza, może choć jeden chce tu poznać trochę historii.
-To prawda. Był to festyn na rozpoczęcie wiosny, oczywiście nigdy się nie odbył... to wszystko co z niego zostało..- odparł ze śmiertelną powagą.
-Obejrzeliście już? Może zrobić wam zdjęcia? -zagadnął próbując rozluźnić atmosferę:
-Niestety pocztówek tu nie kupicie.
Nieco zdziwiony ich zachowaniem pomaszerował przed siebie uważnie rozglądając się po okolicy.
Tuż przed wami rozciągały się blokowiska. Wielkie, komunistyczne i opuszczone.
Szliście droga przed siebie około kilometra, a dookoła żywej duszy. Ni zwierzęcia, ni człowieka. Zupełnie pusto. 
Słyszeliście stukot własnych butów na spękanym betonie. Nikt tu nie przebywał nikt o to nie dbał. Mogliście krzyczeć i nikt by was nie uspokajał!
Chwilę wam zeszło nim dotarliście do kolejnej części "atrakcji", musieliście się pierwsze jednak uporać z przejściem między krzakami i całą masą latających insektów. Uri zaprowadził was do szkoły, wyglądała na podstawową bo za pewne nią właśnie była.
Weszliście do klasy, dookoła kilka krzywo stojących ławek, porozsuwanych krzeseł. Na ścianie tablica na kredę. W środku panował półmrok, wszystko jednak widzieliście i mogliście przestawiać gdzie i jak tylko wam się podobało.To nie były bowiem jakieś przedmioty z muzeum. Wszystko jednak stare i zupełnie straciło swój urok, oddźwięk normalności tym samym otaczał was brud i szkielet tego co nazywano najzwyklejszą pracownią. To jednak jedyna klasa w, której jak na razie postawiliście stopę. Oczywiście przewodnik postanowił was zabrać "głębiej" w mrok tego miejsca.
-Chodźcie za mną tylko uważajcie żeby się nie potknąć bo będzie dość ciemno...-ostrzegł was i włączył latarkę, po czym wyszedł na korytarz, który był jeszcze bardziej osnuty mrokiem.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Litwa
Dowódca sekcji
Dowódca sekcji
avatar

Liczba postów : 340
Join date : 12/11/2012
Stolica : Vilnius

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Pią Sie 23, 2013 1:17 am

Młodzieniec rozglądał się po metalowym cmentarzysku, wręcz czując woń zniszczenia, śmierci i przemijania. W tym miejscu zatrzymał się czas, ukazując, że jeśli stoisz w miejscu świat na Ciebie nie zaczeka i staniesz się jedynie kupką popiołu, spaloną słońcem nowoczesności. Każdy poranek powinien oświetlać drogę ku marzeniom, nowe cele i możliwości, których nie ujrzeliśmy dnia poprzedniego. Tu jednak nie było jutra. Blask poranka ukazywał jedynie kolejne zniszczenie, każdy dzień zbliżał do zagłady. Czym było to miejsce pozbawione nadziei? Czy jedynie wspomnieniem? Czy ich wszystkich również to czeka? Czy kiedyś zmienią się jedynie w truchła swych własnych marzeń? Kroki odbijały się echem na pustej przestrzeni, bicie serca wydawało się zbyt głośne. Mrok otoczył ich zewsząd niczym ramiona spragnionej kochanki. Nowe miejsce, lecz tak samo pozbawione celu istnienia. Czy wszystko tu dążyło jedynie ku rozpadowi? Czy była jeszcze szansa dla tych, którzy zatonęli w ciemności? Młodzieniec podążał za przewodnikiem. Światło latarni było takie nierealne i odległe, nie pasowało to tego cmentarzyska normalności, było zbyt dzisiejsze.

_________________
Kai triukšmas virsta tyla
Geriu rasą iš tavo delnų
Kai sniegą skandina tamsa
Nedrąsiai pakylu ir išeinu


Negrįšiu. Kaip žmonės negrįžta
Kaip triukšmas rūke vandeniu virsta
Išeisiu. Kaip žmonės išeina
Kaip garsas palieka pamirštą dainą


Kartais, kai noriu sudegt
Man neleidžia tavo dangus
Kartais, kai noriu kalbėt
Žodžius nuplauna lietus


Kiedy hałas staje się ciszą
Pije rosę z Twoich dłoni
Gdy śnieg topi ciemność
Nieśmiało podnoszę się i wychodzę

Nie wrócę, jak ludzie nie wracają
Jak hałas we mgle wodą się staje

Wyjdę, jak ludzie wychodzą
Jak dźwięk pozostawia zapomnianą piosenkę

Czasami, gdy chcę spłonąć
Nie pozwala mi Twoje niebo
Czasem, gdy chcę rozmawiać
Słowa zmywa deszcz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://hetalia-bad-trio.blogspot.com
Irlandia
Kandydat
Kandydat


Liczba postów : 8
Join date : 14/06/2013
Age : 101
Stolica : Dublin

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Czw Sie 29, 2013 12:54 pm

Kroczył w milczeniu, pod maską kamiennej twarzy ukrywając coraz większe zafascynowanie. Sam czuł się z tym źle i raczej nieswojo - co mogło mu się podobać w masowym grobie mieszkańców Czarnobyla, dlaczego tęsknił za widokiem śladów dawno gnijącej, zawodnej pamięci ludzkiej? Po jakie licho się tu pchał?
Do jego uszu wlał się głos Arthura, który bredził coś o szacunku do zmarłych. Zadumał się przez chwilę nad jego słowami. Nie mógł nie przyznać mu racji...
Co się ze mną dzieje? przeleciało mu przez głowę. Po raz pierwszy zgadzam się z Anglią. Czy to wpływ tego miejsca?
Za nic nie wypowiedziałby jednak swoich myśli na głos, toteż jedynie parsknął pogardliwie w odpowiedzi na komentarz brata i mruknął pod nosem coś, co brzmiało mniej więcej jak "tchórz". Mimo to, słowa znienawidzonego krewniaka wciąż nie dawały mu spokoju.
Nie powinni byli tu przychodzić.
Palce powoli zaczynały go mrowić, jakby wyczuwając nadchodzące niebezpieczeństwo. Nie zwykł ignorować tak wyraźnych sygnałów, ale co miał zrobić, żeby przekonać resztę, nie wychodząc przy tym na głupca?
Nie zauważył nawet, kiedy nogi same poniosły go do opuszczonej szkoły. Przejechał wzrokiem po dużej, prostokątnej tablicy, kilkunastu ustawionych jak od linijki ławkach, nieskalanie wyczyszczonej przez sprzątaczki podłodze.
Zupełnie, jakby po prostu opuszczono ten budynek z okazji wakacji lub przerwy świątecznej. Choć zaczynała zalewać go fala nieznanego dotąd uczucia, bez słowa sprzeciwu podążył za przewodnikiem. Przy tym zauważył pewną prawidłowość w prezentowanych przez niego miejscach.
- Za każdym razem zwiedzamy coś, co niegdyś tętniło życiem niewinnych istot - szepnął, jakby do siebie. Nie rozumiał nawet, dlaczego nie ośmielił się wypowiedzieć swojej opinii głośniej. Intuicja podpowiadała mu, że tu powinien zachować ciszę, z szacunkiem odkrywać tajemnice tych, którzy nie przemówią już nigdy w sposób oczywisty, werbalny i jednoznaczny. Musiał znów odczytywać najdrobniejsze, niezauważalne dla przeciętnego obserwatora znaki. - Wymarłe organizmy zwierzęce i roślinne, uczęszczające do szkoły czy bawiące się w wesołym miasteczku dzieci. Czy to te właśnie dusze cały czas nie dają mi chwili wytchnienia?
Uśmiechnął się do siebie, lekko przymykając oczy. To, co przerażające, straszne i odpychające zawsze mieści w sobie pewną dozę piękna, jest wąską, kolczastą ścieżką, prowadzącą do głębi prawdy. Bo właśnie prawda to najbardziej okrutna i bezlitosna rzecz, jaka istnieje na tym świecie.
A jednak ludzie jej pożądają i pragną, z całych sił chcąc dokopać się do jej źródeł, wniknąć w jej strukturę, poznać ją całą. Dlaczego?
Niemal roześmiał się, stopniowo pojmując, skąd w ogóle wziął się plan przyjazdu tutaj. Tak, teraz było to oczywiste. On także poszukiwał prawdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Mendolacja
avatar

Liczba postów : 158
Join date : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   Sob Wrz 14, 2013 7:50 pm

Z każdą kolejną minutą dostawał od tego miejsca coraz więcej energii, której tak bardzo potrzebował. I chodź miejsce to nawet do pięt nie dorastało, nawet za czasów gdy tętniło w nim życie żadnemu z francuskich miast, zdecydowanie coś w nim było. Już czuł tą wenę, która z coraz to większą siłą zdawała się go nawiedzać. A był to dopiero początek. Miejsce choć przerażające nie sprawiało że czuł strach, może lekkie nieprzyjemne uczucie niepokoju, ale nic więcej. Bo przecież co mogło im się tutaj zdarzyć? Byli z profesjonalistą, który znał te tereny jak własną kieszeń. Dlatego więc starał się zrzucić je na drugi plan. Zafascynowany oglądał szczątki tego miasta.
Na propozycję zdjęcia uśmiechnął się, ale zanim zdążył zrobić cokolwiek grupa ruszyła dalej. Postanowił więc tak czy tak zmusić ich do tego później. Bez słowa zaczął iść za nimi, oczywiście nie obyło się bez cichych przekleństw czy narzekania kiedy przechodzili między krzakami. Nie była to komfortowa część wycieczki. Kiedy już doszli na miejsce odetchnął z ulgą. Nareszcie te cholerne krzaki przestały go kłóć. Starał się trzymać jak najbliżej Niemca, ot tak na wszelki wypadek. W końcu była to chyba jedyna osoba w tym towarzystwie na której naprawdę mógł polegać.

_________________
Je fais l'amour et la révolution
Je fais le tour de la question
J'avance, avance à reculons
Et je tourne en rond, je tourne en rond.

Tu vois, j'suis pas un homme,
Je suis le roi de l'illusion
Au fond, qu'on me pardonne
Je suis le roi, le roi des cons.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Czarnobyl: Reaktor strachu   

Powrót do góry Go down
 

Czarnobyl: Reaktor strachu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Burdel

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dark Hetalia ::  :: MUZEUM NASZYCH MYŚLI-